Gowin odchodzi

Jarosław Gowin uciął wszystkie spekulacje na swój temat i ogłosił odejście z Platformy Obywatelskiej. „Doszedłem do granicy, za którą lojalność wobec partii stoi w sprzeczności z lojalnością wobec Polaków” – mówi nowy poseł niezrzeszony. To kolejny polityk, który nadwyrężą koalicję, a on sam twierdzi, że za nim pójdą inni.

Głównym powodem odejścia Gowina była reforma OFE, która jego zdaniem dobije system emerytalny znacząco obniżając wysokość emerytur. To jednak nie jest jedyny powód. Cała polityka Tuska kieruje się w kierunku socjaldemokracji, co nie podoba się prawej stronie PO, w tym także Gowinowi.

Były minister sprawiedliwości powiedział, że jedynym, co łączy PiS, PO i SLD, to chęć dobrania się do kasy podatników. Zaznaczył, że pomimo iż urzędujący Premierzy „zapowiadają podniesienie podatków, a i tak przewidywana przez nich dziura budżetowa na przyszły rok jest rekordowo wysoka”.

Oprócz spraw gospodarczych Gowina i Tuska dzieli wiele spraw światopoglądowych. Pomimo iż mówi, że nie chce zakładać partii, za kilka dni ma ruszyć w Polskę – tak jak podczas wyborów na szefa PO. Nie ma też zamiaru łączyć się z Przemysławem Wiplerem, czyli z Republikanami.

Ciekawe, jak potoczą się losy polityka, który wielokrotnie wszystkich zaskakiwał. Pomimo jego zapewnień najprawdopodobniejsze wydaje się to, że założy własną partię polityczną.

Poniżej znajduje się oświadczenie Gowina, jakie umieścił na swoim Kanale YT:

Niepokorne ptaszki

Posłowie Godson, Żalek i Gowin pomimo dyscypliny partyjnej nie zagłosowali za rządowym projektem zawieszenia jednego z progów ostrożnościowych. Według Gowina zagłosowali „w obronie programu”. Donald Tusk już przed głosowaniem zastrzegł, że jeżeli ci posłowie się nie podporządkują, to poniosą odpowiednią karę – nie przyniosło to skutku. Premier jednak poprosił rzeczniczkę dyscypliny klubu Iwonę Śledzińską-Katarasińską o wstrzymanie się z karaniem do czasu rozstrzygnięcia wyborów wewnętrznych.

Gowin miał chyba nadzieję na zostanie męczennikiem i na fali niechęci do PO ugra coś dla siebie i stworzy jakąś centroprawicową partię między Prawem i Sprawiedliwością, a Platformą. Jeżeli taki jest cel byłego ministra sprawiedliwości, to będzie dalej podgryzał swoją partię i się alienował, a wraz z nim kilku jego popleczników.

Jarosław Gowin przedstawia się jako jedyny sprawiedliwy i ostro walczy z Tuskiem, nie wiadomo, czy ma jakiekolwiek szanse na zdobycie władzy, ponieważ nie ma żadnych sondaży, ale niespodzianki się zdarzają. Dobrym przykładem niespodzianki było zwycięstwo Janusza Piechocińskiego nad Waldemarem Pawlakiem w wewnętrznych wyborach PSL.

Premier traci grunt pod nogami, bo nie dość, że koalicjant raz po raz atakuje, czy to wicepremiera Rostowskiego, czy samego Tuska, to nawet na swoim podwórku nie dzieje się najlepiej. Jedyną dobrą dla niego wiadomością jest zatrzymanie tendencji spadkowej w sondażach, ale to może być po części sprawa sezonu wakacyjnego. To w tym roku lato jest bardzo bogate w wydarzenie polityczne i nie możemy mówić o sezonie ogórkowym.

Gowin kontratakuje

Były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin oficjalnie potwierdził swoją kandydaturę w wyborach wewnętrznych na szefa Platformy, a przy tym chęć zostania premierem. Na konferencji prasowej delikatnie, ale stanowczo zaatakował premiera Donalda Tuska – porównując go do kapitana zespołu, który złapał zadyszkę i musi zostać zmieniony.

Gowin zauważa, że PO zboczyła ze swojej pierwotnej ścieżki. Powiedział, że nie zgadza się na skręt w lewo – w kierunku socjalliberalizmu i ma zamiar przywrócić Platformie centroprawicowe poglądy. Zaznaczył, że w partii potrzebna jest świeżość i nowe ambicje, w tym trudnym dla niej okresie.

Wiele zostało powiedziane na tej konferencji, ale czy jest realna szansa na wprowadzenie tego w życie – moim zdaniem na razie nie. Pomimo spadającego poparcia dla PO i zaufania do premiera, to on na razie jest najsilniejszym graczem w PO. Do wyborów jednak jeszcze sporo czasu i wiele może się zmienić – ważną kwestią w tej sprawie jest stosunek „szefa” lewicowego skrzydła PO Grzegorza Schetyny.

Od dłuższego czasu Schetyna stara się umocnić swoją pozycję, nie tyle wśród opinii publicznej, co wewnątrz partii. Według mnie jest w stanie realnie zagrozić Tuskowi. Gdyby on razem z Gowinem stanęli w tych wyborach, to każdy z nich – jeden z lewej, a drugi z prawej zabraliby znaczącą ilość poparcia Tuskowi i przez co jest możliwość zmiany u sterów Platformy.

Wszystko jednak zależy od zewnętrznej sytuacji i sondażów – jeżeli tendencja spadkowa będzie trwać, to sądzę, że Tusk jest poważnie zagrożony od wewnątrz. W ostatnim sondażu Homo Homini z 26 czerwca PO nieznacznie się umocniła (o jeden procent), a PiS stoi w miejscu, ale to może być efekt wystąpienia Rostowskiego, które mogło przywrócić wiarę części wyborców platformy – jednak to nie będzie trwać wiecznie.

Prezydent nie-obywatelski?

Prezydent RP Bronisław Komorowski obywatelski projekt reformy, który miał cofać decyzję ministra Gowina. Jego decyzją wiele sądów zostało zdegradowanych, sprzeciwiam się słowu usuniętych, do roli filii sądów wyższych instancji. Osobiście popieram pomysł byłego już ministra sprawiedliwości – ponieważ to z pewnością ograniczyło administrację, ale jestem przeciwny działaniu wbrew obywatelom.

Wielu ludzi podpisało się pod tą reformą i prezydent, tak jak i większość w sejmie powinien to uszanować. Warto dodać, że to dopiero pierwszy obywatelski projekt ustawy, który przeszedł całą drogę legislacyjną do prezydenta. Prezydent chciał kompromisu i dlatego też wystawił swój projekt, który wprowadza kilka zmian i „ma ocalić” prawie 30 sądów, no ale … Demokracja jest władzą ludu i być może w tej sprawie powinno być rozpisane referendum – to z pewnością byłoby rozwiązanie kończące spory.

Weto prezydenckie jest jednak dość słabe – zważywszy, że wszystkie partie oprócz PO są przeciwne decyzji prezydenta, a nawet w PO jest wielu „niezależnych” posłów – istnieje ogromna szansa na to, że weto zostanie odrzucone i wtedy Prezydent będzie musiał podpisać ustawę. PSL zadeklarowało, że w przypadku fiaska odrzucenia weta będzie skłonne siąść do dyskusji na temat projektu prezydenta.

Pomysł Bronisława Komorowskiego może się również nieznacznie odbić w sondażach – na razie jest on stosunkowo lubianym politykiem, ale tak, jak w przypadku PO wyraźnie widać tendencję spadkową, a ta decyzja może tylko przyspieszyć spadek.

Platforma skręca w lewo

Platforma Obywatelska od dłuższego czasu obrała kurs na bakburtę. W założeniach PO miało być partią centro-prawicową i przez kilka lat taki stan się utrzymywał. Ostatnie wahania partyjne spowodowały, że Donald Tusk musiał wybrać, czy pójść w lewo, czy prawo. Po prawej stronie mocno trzyma się PiS,więc Premier musiał uznać, że nie ma czego szukać wśród prawicowych wyborców.

Prawica jest zdominowana przez Prawo i Sprawiedliwość i wiele projektów typu Polska jest Najważniejsza nie uzyskały większej aprobaty i oscylują na pograniczu kilku procent. Solidarnej Polsce trochę lepiej się wiedzie, ale i tak są na pograniczu mainstreamu.

Tusk, widząc, że SLD ma średnie wyniki, a Ruchowi Palikota – nawet jeżeli teraz trochę gorzej, ale i tak nieźle się powodzi zdecydował o odcięciu się od konserwatywnej części Platformy. Wydawać się może, że w razie wygrania przez nich wyborów szykuje się zmiana koalicjanta. PSL oscyluje na granicy 5% i Premier musi mieć plan awaryjny. Obecnie ludowcy wydają się najlepszym kandydatem, na wspólnika, ale ostatnie niesnaski w rządzie oraz, wcześniej wymieniona ich zła sytuacja sondażowa zmusiły prezydium platformy do zmiany kierunku.

John Godson – poseł platformy, którego bardzo szanuje ostatnio zapowiedział, że być może będzie kandydował na prezydenta Łodzi. Poinformował również, że tylko prośba Tuska trzyma go w partii rządzącej. Jarosław Gowin również podkreśla swoje luźne stosunki z partią. Pomijając już fakt arytmetycznie kruchej koalicji w sejmie, ta sytuacja po raz kolejny obrazuje gwałtowny skręt PO w lewo. Również wyrzucenie Jana rokity świadczy, że w Platformie źle się dzieje.

Jedną z niewielu rzeczy, jakie lubiłem w PO, to to, że w sprawach światopoglądowych posłowie nie musieli się dostosowywać do ścisłych warunków, narzuconych przez kierownictwo. To była prawdziwa ostoja demokracji. Teraz, kiedy coraz częściej wywierane są naciski – głównie na konserwatywnych członków zburzył to wszystko. Jeżeli w Platformie będzie dyscyplina światopoglądowa, to uważam, że będzie to równoznaczne z jej końcem, który nastąpi prędzej, czy później.

Przetasowania w rządzie

Ostatnio po odwołaniu Mikołaja Budzanowskiego nowym ministrem skarbu został Włodzimierz Karpiński. Wcześniej zaś Jacek Rostowski został wicepremierem, w miejsce Tomasza Arabskiego nowym szefem KPRM został dotychczasowy szef MSW Jacek Cichocki. Tekę, ministra spraw wewnętrznych z kolei objął Bartłomiej Sienkiewicz. Zmiany, zmiany, zmiany, a to może być dopiero początek.

Na początku roku premier Donald Tusk ogłosił planowaną wielką rekonstrukcję rządu, która miała odbyć się w połowie roku. Jeszcze wiosna na dobrze się nie zaczęła, a już zostało wprowadzonych tyle zmian.

Ostatnio na tle platformy zaczął wyróżniać się minister Gowin, wraz z jego ostro konserwatywnymi poglądami, od których większość PO z Tuskiem na czele stara się odgradzać, szukając lewicowego elektoratu. Zaczęło się od niechęci zalegalizowania związków partnerskich oraz „in vitro”, z którym to poglądem nie zgadza się lewica, następnym tematem jest deregulacja i również jest to prztyczek w nos lewicy. Najnowszym występem w mediach jest wypowiedź o handlu polskimi zarodkami – z czego sam autor się wycofuje i premier również się od tego dystansuje.

Wydawać się może, że to minister sprawiedliwości jest następnym kandydatem do dymisji. Jego losy mają się rozstrzygnąć w poniedziałek i znowu te słowa stały się sławne „I don’t like mondays”. Pytanie, czy wewnątrzpartyjny podział na frakcje może być na tyle silny, że mister Tusk nie zdecyduje się na taki ruch – moim zdaniem to się nie stanie, bo nawet jeśli tylko kilku posłów jest gotowych na odejście z partii za Gowinem, to koalicja jest zbyt krucha, żeby ryzykować jej złamanie. Kontakty z PSL i bez tego są oziębłe z wielu powodów, jak np. chęć powołania nowego ministerstwa energetyki.

Wszystko wskazuje na to, że Tusk zaczyna tracić kontrolę nad swoimi ludźmi – ileż to wpadek zdarzyło się ostatnimi czasy. Po doświadczeniach z Gowinem premier stara się powoływać na nowych ministrów osoby bardziej lojalne i mniej charyzmatyczne niż dotychczas. Krąg zaczyna się zaciskać, co jest odwzorowane również w sondażach – wyraźna tendencja spadkowa i coraz częściej Po przegrywa z PiS. Kolejną, bądź co bądź małą potyczką były wybory uzupełniające w Rybniku i zwycięstwo PiS.

Być może nadszedł czas na nowe wybory, nową jakość i nowych ludzi u szczytów władzy.

Koalicja kruszeje

W piątek odbyło się głosowanie nad wnioskiem klubu Solidarnej Polski o odwołanie ministra transportu Sławomira Nowaka, niestety nie udało się, ale nie było to takie oczywiste jak na początku się zdawało. Okazało się, że za odwołaniem Nowaka głosowało trzech posłów PSL: Henryk Smolarz, Jarosław Górczyński i Piotr Walkowski. O ile ten pierwszy twierdzi, że było to przypadkiem, co nawiasem mówiąc nie jest przekonujące, o tyle dwóch pozostałych mówi, że zrobili to z całą stanowczością.

Rzecznik PSL – Krzysztof Kosiński poinformował, że ci dwaj posłowie, którzy nie wyparli się swoich poglądów „poniosą konsekwencje dyscyplinarne”. Szef klubu PSL Jan Bury również ich potępił mówiąc dziennikarzom, że posłowie zachowali się nieodpowiedzialnie.

Premier Donald Tusk oczywiście nie mógł tego nie zauważyć i zapowiedział, ze weźmie prezesa PSL Janusza Piechocińskiego na dywanik, by dowiedzieć się, czy PSL „gwarantuje większość w koalicji”.

Prezes Solidarnej Polski słusznie zauważył, że „można nie tylko jednoczyć opozycję, ale i kruszyć koalicję”. Rozumiem, że rząd i Tusk, który krytykuje próby odwołania ministrów z powodów arytmetycznych boi się o swoją pozycję – PO razem z PSL mają tylko 235 głosów, a do większości potrzeba 231. Gdyby ci dwaj posłowie odeszli z PSL, i kilku posłów z PO, jak na przykład John Godson, czy Gowin (nawet bez jego frakcji), to Tusk miałby poważny problem i myślę, że nikt z koalicji nie odważy się na wyrzucanie kogokolwiek.

Sądzę, że gdyby opozycja się postarała, to mogliby urwać tych kilku posłów z koalicji, ale ze względu na sytuację polityczną – ciągły spadek notowań PO wolą poczekać do końca kadencji, żeby Platforma miała jeszcze mniejsze poparcie i wtedy całkowicie zwyczajnie przejąć władzę na lepszych warunkach aniżeli gdyby miałyby się odbyć wcześniejsze wybory.