Gowin odchodzi

Jarosław Gowin uciął wszystkie spekulacje na swój temat i ogłosił odejście z Platformy Obywatelskiej. „Doszedłem do granicy, za którą lojalność wobec partii stoi w sprzeczności z lojalnością wobec Polaków” – mówi nowy poseł niezrzeszony. To kolejny polityk, który nadwyrężą koalicję, a on sam twierdzi, że za nim pójdą inni.

Głównym powodem odejścia Gowina była reforma OFE, która jego zdaniem dobije system emerytalny znacząco obniżając wysokość emerytur. To jednak nie jest jedyny powód. Cała polityka Tuska kieruje się w kierunku socjaldemokracji, co nie podoba się prawej stronie PO, w tym także Gowinowi.

Były minister sprawiedliwości powiedział, że jedynym, co łączy PiS, PO i SLD, to chęć dobrania się do kasy podatników. Zaznaczył, że pomimo iż urzędujący Premierzy „zapowiadają podniesienie podatków, a i tak przewidywana przez nich dziura budżetowa na przyszły rok jest rekordowo wysoka”.

Oprócz spraw gospodarczych Gowina i Tuska dzieli wiele spraw światopoglądowych. Pomimo iż mówi, że nie chce zakładać partii, za kilka dni ma ruszyć w Polskę – tak jak podczas wyborów na szefa PO. Nie ma też zamiaru łączyć się z Przemysławem Wiplerem, czyli z Republikanami.

Ciekawe, jak potoczą się losy polityka, który wielokrotnie wszystkich zaskakiwał. Pomimo jego zapewnień najprawdopodobniejsze wydaje się to, że założy własną partię polityczną.

Poniżej znajduje się oświadczenie Gowina, jakie umieścił na swoim Kanale YT:

PiS zwiększa przewagę!


Jak widać w ostatnim sondażu PiS zyskał 2 punkty procentowe poparcia, natomiast PO spadła o 1 procent. SLD jak zwykle utrzymuje się na podobnym poziomie kilkunastu procent i wydawać się może, że Leszkowi Millerowi to jak najbardziej pasuje. Do sejmu nie weszłyby PSL i RP poparciem wynoszącym po 4%. Zamiast tego Solidarna Polska uzyskałaby mandaty poselskie.

PiS ciągle zwiększa swoją przewagę, ale nawet to nie wystarczy do objęcia władzy. Nawet z koalicją z SP brakłoby im ok. 20 głosów, a koalicja POPIS, czy z SLD na obecną chwilę wydaje się niemożliwa, choć nie takie rzeczy się działy w polityce. Z pewnością platforma ma się czego obawiać, w szczególności, że mają spore kłopoty wewnętrzne, a tu trzeba walczyć o poparcie.

PSL wiecznie żywy

popPSL rządziło, rządzi i prawdopodobnie będzie rządziło w Polsce. W ostatnim sondażu CBOS-u PiS ma 26% poparcie, PO 23%, daleko za tą dwójką jest SLD z wynikiem 9%, a najmniejsze poparcie, które mieści się ponad progiem wyborczym posiada być może najważniejsza partia w sejmie, jaką jest PSL.

Polskie Stronnictwo Ludowe pomimo takiego niskiego wyniku jest w dogodnej sytuacji. Niezależnie od tego, kto wygra wybory najpewniej będzie w rządzie. Wszystko wskazuje na to, że tendencja spadkowa w Platformie będzie trwać – o ile PiS nie wyskoczy z jakimś fatalnym pomysłem, ponieważ nawet mówienie o zamachu w smoleńsku już nie tak bardzo „odstrasza” wyborców. Gdyby PiS wygrał wybory, to tym jednym jedynym kandydatem na koalicjanta jest PSL. Kłopotem dla Prawa i Sprawiedliwości byłoby niedostanie się Ludowców do sejmu – w takiej sytuacji mielibyśmy przyspieszone wybory.

Jeżeli jednak Platformie uda się wygrać wybory parlamentarne, to nie sądzę, żeby byli chętni do zmiany sojusznika. Zawsze w odwodzie pozostaje SLD, ale to byłaby bardzo trudna koalicja. Ruch Palikota prawdopodobnie nie wejdzie do sejmu po raz drugi, więc oni też odpadają. Także POPIS absolutnie nie wchodzi w grę, a przynajmniej przy obecnym kierownictwie partii, ponieważ być może, gdyby Tusk i Kaczyński jakimś cudem odeszli pojawiłaby się jakaś nowa szansa na porozumienie.

PSL byliby w dość dobrej sytuacji nawet gdyby SLD osiągnęło najwyższy wynik w wyborach. Obie partie pomimo różnic światopoglądowych wydają się na dość „przyjacielsko” nastawione do siebie. W przypadku wygranej Sojuszu w grę wchodziłaby jeszcze platforma, ale bardziej prawdopodobna wydaje się koalicja z PSL – z powodów wizerunkowych Lewica raczej nie byłaby chętna na wiązanie się z Platformą.

W obecnej sytuacji dla PLS-u są dwa zagrożenia, po pierwsze to dojście jakiejś partii do poziomu poparcia, które dawałoby możliwość samodzielnego rządzenia – w obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej, czyli „realnej” recesji i pogarszanie się nastrojów wyborców wydaje się, że PiS teoretycznie mógłby to osiągnąć. Drugim zaś problemem jest możliwość nie wejścia do sejmu. W ostatnich sondażach Stronnictwo Ludowe balansuje na granicy 5% i zawsze jest ryzyko, że przed wyborami nie uda im się na tyle zmobilizować swojego elektoratu, by poszli na wybory.

Na razie jednak Ludowcy są niczym Lenin – wiecznie żywi.

Co sądzicie?

Przetasowania w rządzie

Ostatnio po odwołaniu Mikołaja Budzanowskiego nowym ministrem skarbu został Włodzimierz Karpiński. Wcześniej zaś Jacek Rostowski został wicepremierem, w miejsce Tomasza Arabskiego nowym szefem KPRM został dotychczasowy szef MSW Jacek Cichocki. Tekę, ministra spraw wewnętrznych z kolei objął Bartłomiej Sienkiewicz. Zmiany, zmiany, zmiany, a to może być dopiero początek.

Na początku roku premier Donald Tusk ogłosił planowaną wielką rekonstrukcję rządu, która miała odbyć się w połowie roku. Jeszcze wiosna na dobrze się nie zaczęła, a już zostało wprowadzonych tyle zmian.

Ostatnio na tle platformy zaczął wyróżniać się minister Gowin, wraz z jego ostro konserwatywnymi poglądami, od których większość PO z Tuskiem na czele stara się odgradzać, szukając lewicowego elektoratu. Zaczęło się od niechęci zalegalizowania związków partnerskich oraz „in vitro”, z którym to poglądem nie zgadza się lewica, następnym tematem jest deregulacja i również jest to prztyczek w nos lewicy. Najnowszym występem w mediach jest wypowiedź o handlu polskimi zarodkami – z czego sam autor się wycofuje i premier również się od tego dystansuje.

Wydawać się może, że to minister sprawiedliwości jest następnym kandydatem do dymisji. Jego losy mają się rozstrzygnąć w poniedziałek i znowu te słowa stały się sławne „I don’t like mondays”. Pytanie, czy wewnątrzpartyjny podział na frakcje może być na tyle silny, że mister Tusk nie zdecyduje się na taki ruch – moim zdaniem to się nie stanie, bo nawet jeśli tylko kilku posłów jest gotowych na odejście z partii za Gowinem, to koalicja jest zbyt krucha, żeby ryzykować jej złamanie. Kontakty z PSL i bez tego są oziębłe z wielu powodów, jak np. chęć powołania nowego ministerstwa energetyki.

Wszystko wskazuje na to, że Tusk zaczyna tracić kontrolę nad swoimi ludźmi – ileż to wpadek zdarzyło się ostatnimi czasy. Po doświadczeniach z Gowinem premier stara się powoływać na nowych ministrów osoby bardziej lojalne i mniej charyzmatyczne niż dotychczas. Krąg zaczyna się zaciskać, co jest odwzorowane również w sondażach – wyraźna tendencja spadkowa i coraz częściej Po przegrywa z PiS. Kolejną, bądź co bądź małą potyczką były wybory uzupełniające w Rybniku i zwycięstwo PiS.

Być może nadszedł czas na nowe wybory, nową jakość i nowych ludzi u szczytów władzy.

Koalicja kruszeje

W piątek odbyło się głosowanie nad wnioskiem klubu Solidarnej Polski o odwołanie ministra transportu Sławomira Nowaka, niestety nie udało się, ale nie było to takie oczywiste jak na początku się zdawało. Okazało się, że za odwołaniem Nowaka głosowało trzech posłów PSL: Henryk Smolarz, Jarosław Górczyński i Piotr Walkowski. O ile ten pierwszy twierdzi, że było to przypadkiem, co nawiasem mówiąc nie jest przekonujące, o tyle dwóch pozostałych mówi, że zrobili to z całą stanowczością.

Rzecznik PSL – Krzysztof Kosiński poinformował, że ci dwaj posłowie, którzy nie wyparli się swoich poglądów „poniosą konsekwencje dyscyplinarne”. Szef klubu PSL Jan Bury również ich potępił mówiąc dziennikarzom, że posłowie zachowali się nieodpowiedzialnie.

Premier Donald Tusk oczywiście nie mógł tego nie zauważyć i zapowiedział, ze weźmie prezesa PSL Janusza Piechocińskiego na dywanik, by dowiedzieć się, czy PSL „gwarantuje większość w koalicji”.

Prezes Solidarnej Polski słusznie zauważył, że „można nie tylko jednoczyć opozycję, ale i kruszyć koalicję”. Rozumiem, że rząd i Tusk, który krytykuje próby odwołania ministrów z powodów arytmetycznych boi się o swoją pozycję – PO razem z PSL mają tylko 235 głosów, a do większości potrzeba 231. Gdyby ci dwaj posłowie odeszli z PSL, i kilku posłów z PO, jak na przykład John Godson, czy Gowin (nawet bez jego frakcji), to Tusk miałby poważny problem i myślę, że nikt z koalicji nie odważy się na wyrzucanie kogokolwiek.

Sądzę, że gdyby opozycja się postarała, to mogliby urwać tych kilku posłów z koalicji, ale ze względu na sytuację polityczną – ciągły spadek notowań PO wolą poczekać do końca kadencji, żeby Platforma miała jeszcze mniejsze poparcie i wtedy całkowicie zwyczajnie przejąć władzę na lepszych warunkach aniżeli gdyby miałyby się odbyć wcześniejsze wybory.