Zawodowi niszczyciele przedsiębiorstw

wall         Teoria liberalnego kapitalizmu zakłada, że właściciele przedsiębiorstw będą robić wszystko, by ich firmy się rozwijały. W końcu dzięki temu zarabiają, prawda? Niestety często więcej mogą zarobić na zniszczeniu swojej firmy. To dość ryzykowne posunięcie, ale niektórzy zarabiają na nim krocie. Giełdy papierów wartościowych znacząco ułatwiają takie procedery, ale i bez nich można tego dokonać. Wszystko opiera się o zasadę maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy, ta zasada jest „kredo” wielu managerów, którzy są za to wynagradzani.

Nieuczciwi biznesmeni najpierw kupują spółkę – z reguły są to spółki notowane na giełdzie. Nie ma znaczenia, czy prosperuje dobrze, czy źle (chociaż częściej kupowane są nie wyróżniające się niczym średniaki). Następnie obsadzają na jej czele zawodowego niszczyciela przedsiębiorstw, który ma za zadanie „wysuszyć” firmę z jej potencjału na poczet zysku akcjonariuszy.

Najlepszym sposobem na zmaksymalizowanie zysków firmy jest zredukowanie jej kosztów, więc robi się „restrukturyzację”, która polega zasadniczo na zwolnieniach i zahamowaniu nowych inwestycji. Co oczywiście w długiej perspektywie oznacza cofnięcie firmy w rozwoju, brak konkurencyjności, a w efekcie śmierć w bolesnych konwulsjach. Owa „restrukturyzacja” jest tylko pierwszym etapem działalności niszczyciela.

Kolejnym etapem jest masowy wykup akcji własnych, który ma za zadanie wywindować ich cenę. Taki ruch na umiarkowanym poziomie w stosunku do stanu firmy jest nieszkodliwy i tak było jeszcze w latach 70-tych, kiedy to w Stanach na ten cel przeznaczano mniej niż 5% zysków korporacji. To jednak zaczęło się dramatycznie zmieniać, w 2007 roku (przed wybuchem kryzysu) ten odsetek wynosił już 90% zysków, a w 2008 było to już niewyobrażalne 280%! To oznacza, że firmy brały pożyczki tylko po to, by wykupić własne akcje i zwiększyć własną wartość, chociaż realnie był to już ich upadek.

Najwięcej zyskują na tym udziałowcy oraz managerowie, którzy często też posiadają własne akcje. Gdy akcjonariusze widzą, że wysuszyli już w firmę do cna sprzedają udziały. Często sprzedają spółkę drożej niż kupili, ponieważ na zewnątrz nie widać jeszcze jej rozkładu. Nawet jeżeli sprzedadzą ją trochę taniej, to i tak wyjdą na tym „wysuszaniu” z milionowymi, jak nie miliardowymi zyskami.

Przykładem jest wielki potentat – General Motors, który upadając w 2009 roku, mieścił się w czołówce najbardziej zyskownych firm. Trochę ironicznie mówi się, że gdyby GM 20,5 miliarda dolarów przeznaczone na wykup akcji własnych w latach 1986-2002 włożyło po prostu do banku, to w 2009 roku znaleźli by 35 miliardów, które było potrzebne na uratowanie firmy przed bankructwem.

Pomimo tego, że swobodny przepływ kapitału zrealizowany poprzez giełdy przyczynił się do rozwoju gospodarek światowych, to teraz doprowadza do ich upadku. Nie można ślepo zakładać, że niestali akcjonariusze będą mieć na celu stałe dobro spółek.

Wpadamy w pułapkę średniego dochodu

Istnieje duże ryzyko, że przez nieodpowiedzialną politykę rządu wpadniemy w pułapkę średniego dochodu. Co to jest – to wejście gospodarki w cykl przegrzania, powodujące stagnację gospodarczą, a nawet recesję w krajach rozwijających się. Być może widzimy pierwsze objawy nadchodzącego zagrożenia, a najlepszym sposobem wyjścia z tego problemu jest postawienie na innowacje.

Kraje będące w tej pułapce nastawiają się tylko i wyłącznie na rozwój dzięki taniej sile roboczej – możemy to już zaobserwować w Polsce. Stajemy się „państwem monterskim” w Unii Europejskiej, zaczynamy wyzbywać się własnych marek i nowoczesnych pomysłów, a fabryki tylko przerabiają produkty z Niemiec, czy Włoch. Zwyczajnie dokręcamy śrubki za grosze i pozwalamy zarobić na nas bogatym krajom.

Pytanie, co rząd może na to poradzić – może i to dużo. Niewątpliwie mamy wielu zdolnych naukowców i wiele młodych talentów, które można pobudzić do pracy, przykładem jest konkurs na budowę „łazików” organizowany przez amerykańską agencję DARPA – polskie drużyny zajęły pierwsze i drugie miejsce, i to w tak prestiżowym konkursie.

Polskie uczelnie również są w stanie konkurować z najlepszymi na świecie – dlaczego nie można tego wielkiego potencjału wykorzystać. Jedyną barierą jest niechęć ze strony władz na wsparcie, czasami nawet wydaje się, że projekty badawcze spotykają się z całkowitym odrzuceniem. Jednak do wyjścia z pułapki średniego dochodu nie potrzebne są badania np. w jaki sposób rozmnażają się mrówki, tylko raczej jakieś projekty motoryzacyjne, czy użytkowe.

Na szczególną uwagę zasługują projekty wojskowe – w latach 90tych powstało kilka ciekawych projektów samolotów bojowych, nawet zbudowano kilka prototypów, ale jak to bywa odcięto finansowanie i wszystko poszło na marne.

Tusk – wychodzimy z kryzysu

Premier Tusk na konferencji prasowej w Łowiczu zapowiedział, że zarówno Europa, jak i Polska zaczynają wychodzić z kryzysu. Przytoczył min. ostatnie raporty banku HSBC dotyczące wskaźnika PMI, który od czterech miesięcy jest na fali wznoszącej. Wspomniał też, że poprawiają się nastroje nie tylko przedsiębiorców, ale też konsumentów, co ma znaczący wpływ na gospodarkę. Faktycznie wszystko wskazuje na to, że jest trochę lepiej, ale trudno jest mówić o dobrej sytuacji.

„Badanie PMI, podobnie jak inne dane z polskiej gospodarki, wskazuje na dno spowolnienia w pierwszej połowie 2013 roku. Najważniejszym pytaniem pozostaje teraz tempo ożywienia w kolejnych kwartałach. Pozostajemy ostrożni w naszych szacunkach. Ostrożni też wydają się być producenci w badaniu PMI. Indeks zatrudnienia utrzymał się w lipcu poniżej granicy 50 punktów, wskazując na kontynuację redukcji zatrudnienia przez przedsiębiorców. Firmy po raz pierwszy od stycznia 2012 roku zwiększyły zakupy nadkładów środków produkcji, ale zapasy nakładów i wyrobów gotowych ciągle spadały w lipcu, chociaż w wolniejszym tempie” – mówiła Agata Urbańska, ekonomista HSBC.

Należy dodać, że gdy wskaźnik PMI wynosi mniej niż 50 punktów świadczy to o pogarszaniu się sytuacji, a ten jeszcze miesiąc temu był poniżej tej granicy. Jak wspomniała Urbańska przewidywane są dalsze zwolnienia, co może się odbić w przyszłości. Miejmy nadzieję, że sytuacja gospodarcza będzie się poprawiać, aczkolwiek nie ma co oczekiwać szybkiego przyspieszenia, ponieważ PMI to wskaźnik wyprzedzający koniunkturę, czyli na wyniki trzeba będzie jeszcze poczekać.

Mniej ministerstw

Sytuacja ekonomiczna w Polsce jest zła i powinniśmy oszczędzać w sektorach, gdzie to nie zaszkodzi rozwojowi gospodarczemu. Na pewno taką dziedziną jest administracja publiczna. Musimy ograniczyć biurokratyzację w Polsce i to nie tyczy się tylko zmian w Prawie, ale też w strukturze zarządzania, również w ministerstwach. Obecnie mamy aż 18 ministerstw – czy na pewno aż tyle jest potrzebne?

Poniżej jest lista oraz to czym się generalnie zajmują:
– Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (administracja publiczna; informatyzacja; łączność; wyznania religijne oraz mniejszości narodowe i etniczne)
– Ministerstwo Edukacji Narodowej (oświata i wychowanie)
– Ministerstwo Finansów (budżet; finanse publiczne; instytucje finansowe)
– Ministerstwo Gospodarki (gospodarka)
– Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (kultura i ochrona dziedzictwa narodowego)

– Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (nauka; szkolnictwo wyższe)
– Ministerstwo Obrony Narodowej (obrona narodowa)
– Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (praca; zabezpieczenie społeczne; rodzina)
– Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (rolnictwo; rozwój wsi; rynki rolne; rybołówstwo)
– Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (rozwój regionalny)

– Ministerstwo Skarbu Państwa (Skarb Państwa)
– Ministerstwo Sportu i Turystyki (kultura fizyczna; turystyka)
– Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (sprawy wewnętrzne)
– Ministerstwo Spraw Zagranicznych (sprawy zagraniczne; członkostwo Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej)
– Ministerstwo Sprawiedliwości (sprawiedliwość)

– Ministerstwo Środowiska (gospodarka wodna; środowisko)
– Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej (budownictwo, lokalne planowanie i zagospodarowanie przestrzenne oraz mieszkalnictwo; gospodarka morska; transport)
– Ministerstwo Zdrowia (zdrowie)

Długa lista, nieprawdaż?
Sądzę, że Polsce wystarczy 10 ministerstw, oto one:

– Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
– Ministerstwo Spraw Zagranicznych
– Ministerstwo Sprawiedliwości
– Ministerstwo Finansów
– Ministerstwo Gospodarki

– Ministerstwo Kultury i Nauki
– Ministerstwo Obrony Narodowej
– Ministerstwo Rolnictwa i Środowiska
– Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej
– Ministerstwo Zdrowia

Oczywiście obowiązki usuniętych resortów byłyby rozłożone na inne. Dzięki temu wielu dyrektorów i innych zarabiających krocie urzędników się zmniejszy. W sumie można ograniczyć wydatki o kilkanaście procent. Taka konsolidacja wbrew pozorom może również przyspieszyć pracę urzędników. Niestety obecnie panująca tendencja polega na zwiększaniu liczby urzędników i kadry kierowniczej.

Rybiński: Polsce potrzeba innowacji

W Kielcach w dniach 4-5 czerwca odbyło się Regionalne Forum Innowacji Organizatorem forum było Biuro Innowacji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego.
Tutaj możecie zobaczyć bardzo ciekawą prezentację ekonomisty Krzysztofa Rybińskiego na owym Regionalnym Forum Innowacji 2013.
http://goo.gl/bDCOi

Profesor Krzysztof Rybiński mówił o potrzebie zwiększenia poziomu wydatków na technologię i naukę w polskiej gospodarce. Ukazywał dane, które wskazują, że polskie firmy z roku na rok coraz to mniej wydają na inwestycje w innowacje – oddalamy się od średniej unijnej.

Sądzi również, że kryzys w europie będzie się pogarszał i przez kilka następnych lat nie ma szans na wzrost i w najlepszym wypadku będzie stagnacja, więc nie będziemy mogli liczyć na to, że eksport podbuduje naszą sytuację -jak to było dotychczas

Recesji ciąg dalszy…

Utrzymuje się słaba sytuacja polskiej gospodarki, co pokazują ostatnie raporty i prognozy, a rząd zanadto się tym nie przejmuje. Ostatnia prognoza ukazała się 3-go maja – w piątek Komisja Europejska jeszcze bardziej obniżyła szacowany wzrost PKB na 2013r. do poziomu 1,1%.

W uzasadnieniu tego raportu napisano, iż „słabe perspektywy gospodarcze dla głównych rynków eksportowych przekładają się na niemrawą aktywność inwestycyjną, a znaczne pogorszenie nastrojów konsumentów i przedsiębiorców ogranicza popyt krajowy”. O ile na pierwszy punkt rząd nie ma wpływu, o tyle można uczynić wiele w kwestii pobudzenia rynku wewnętrznego.

Wyraźna tendencja spadkowa widoczna jest przede wszystkim w sektorze budowlanym, który zwykle napędzał polską gospodarkę. Produkcja przemysłowa również spada i to nie tylko przez długą zimę, jak niektórzy próbują to tłumaczyć. Rada Polityki Pieniężnej ustanowiła stopy procentowe na najniższym w historii poziomie – takie rozwiązanie miało odciążyć zaktywizować przedsiębiorców, ale jak widać nawet to nie odniosło pożądanych efektów.

Sam wzrost gospodarczy jest tylko na papierze, a to dlatego, że inflacja w tym roku ma wynieść 1,5% – nie trudno policzyć, że realnie licząc jest to spadek o 0,4%. Już drugi rok z rzędu mamy w Polsce recesję i Polsce potrzebne są gruntowne reformy prowadzące do optymalizacji wydatków, a nie ich obcięcia.

Jedno muszę przyznać ministrowi Rostowskiemu – mocno wziął się za obniżanie deficytu. Mógłbym powiedzieć „nareszcie”, ale niestety nie powiem, ponieważ obcina nie tam gdzie trzeba. Przez nieprzemyślane cięcia mamy w Polsce zastój inwestycyjny i recesję, a muszę ostrzec, że będzie więcej zaciskania pasa jeszcze w tym roku.

W założeniach na 2013r. Ministerstwo Finansów przyjęło, że w tym roku wzrost PKB będzie wynosił 2,9% – niestety w rzeczywistości nie będzie to nawet połowa tego założenia. Będziemy mieli korektę w budżecie, bo na pewno zabraknie pieniędzy na realizację wszystkich projektów, co jeszcze bardziej pogorszy sytuację gospodarki.

Katastrofa OFE

Otwarte Fundusze Emerytalne miały przynieść szczęście i dobrobyt dla tych, którzy kiedy była taka możliwość wybrali wpłacanie tam części swoich składek emerytalnych – okazało się jednak, że nic z tego nie będzie. W ostatnim wywiadzie Leszek Balcerowicz mówi Gazecie wyborczej, że planowane przez rząd kolejne cięcia składek do OFE, że to byłoby całkowite zniszczenie II filaru oraz wywłaszczenie ludzi w stylu Argentyny, Ekwadoru czy Węgier.

Według nieoficjalnych informacji rząd chce zmniejszyć składki OFE o część, która jest inwestowana w państwowe obligacje. To akurat jest dobrym pomysłem, ponieważ jaki jest sens przelewania pieniędzy z jednego konta na drugie, ale nie kosztem zmniejszenia składek. Jak tak dalej pójdzie, to pomysł wypłacania emerytur tylko przez kilka lat będzie poważnie rozważany przez kolejne rządy.

Jeżeli chcemy mieć normalne emerytury z OFE, to nie można w nieskończoność zmniejszać składek. Minister finansów chce, by dziesięć lat przed emeryturą przenosić oszczędności z OFE do ZUS. Balcerowicz z kolei sądzi, że:

To byłoby przeniesienie, gdyby ZUS był instytucją prywatną, która inwestuje pieniądze. Ale nie jest, to byłaby więc częściowa nacjonalizacja prywatnych oszczędności. Trzeba używać języka, który nie zakłamuje rzeczywistości.

OFE nie są jednak tak bardzo dobrym i pewnym sposobem na zabezpieczenie emerytur, a bezpieczeństwo w tej kwestii jest najważniejsze, dlatego też wpłacanie środków na te fundusze powinno być dobrowolne. Jeżeli ktoś chce trochę zaryzykować i mieć nadzieję na większą emeryturę, to niech się dobrowolnie zgłosi i ustanowi wysokość wpłat. Jeżeli zaś ktoś woli postawić na bezpieczeństwo lub woli mieć wyższą pensję, to nie powinien być zmuszany do niczego.

Cały proces wpłacania oraz stan środków na koncie emerytalnym powinien być całkowicie jawny, tak, że każdy mógłby w każdej chwili zobaczyć ile ma obecnie środków i jaka będzie jego prognozowana emerytura. Zmiany w obecnym systemie są bardzo potrzebne,ponieważ jest on niewydolny i grozi katastrofą.