PSL wiecznie żywy

popPSL rządziło, rządzi i prawdopodobnie będzie rządziło w Polsce. W ostatnim sondażu CBOS-u PiS ma 26% poparcie, PO 23%, daleko za tą dwójką jest SLD z wynikiem 9%, a najmniejsze poparcie, które mieści się ponad progiem wyborczym posiada być może najważniejsza partia w sejmie, jaką jest PSL.

Polskie Stronnictwo Ludowe pomimo takiego niskiego wyniku jest w dogodnej sytuacji. Niezależnie od tego, kto wygra wybory najpewniej będzie w rządzie. Wszystko wskazuje na to, że tendencja spadkowa w Platformie będzie trwać – o ile PiS nie wyskoczy z jakimś fatalnym pomysłem, ponieważ nawet mówienie o zamachu w smoleńsku już nie tak bardzo „odstrasza” wyborców. Gdyby PiS wygrał wybory, to tym jednym jedynym kandydatem na koalicjanta jest PSL. Kłopotem dla Prawa i Sprawiedliwości byłoby niedostanie się Ludowców do sejmu – w takiej sytuacji mielibyśmy przyspieszone wybory.

Jeżeli jednak Platformie uda się wygrać wybory parlamentarne, to nie sądzę, żeby byli chętni do zmiany sojusznika. Zawsze w odwodzie pozostaje SLD, ale to byłaby bardzo trudna koalicja. Ruch Palikota prawdopodobnie nie wejdzie do sejmu po raz drugi, więc oni też odpadają. Także POPIS absolutnie nie wchodzi w grę, a przynajmniej przy obecnym kierownictwie partii, ponieważ być może, gdyby Tusk i Kaczyński jakimś cudem odeszli pojawiłaby się jakaś nowa szansa na porozumienie.

PSL byliby w dość dobrej sytuacji nawet gdyby SLD osiągnęło najwyższy wynik w wyborach. Obie partie pomimo różnic światopoglądowych wydają się na dość „przyjacielsko” nastawione do siebie. W przypadku wygranej Sojuszu w grę wchodziłaby jeszcze platforma, ale bardziej prawdopodobna wydaje się koalicja z PSL – z powodów wizerunkowych Lewica raczej nie byłaby chętna na wiązanie się z Platformą.

W obecnej sytuacji dla PLS-u są dwa zagrożenia, po pierwsze to dojście jakiejś partii do poziomu poparcia, które dawałoby możliwość samodzielnego rządzenia – w obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej, czyli „realnej” recesji i pogarszanie się nastrojów wyborców wydaje się, że PiS teoretycznie mógłby to osiągnąć. Drugim zaś problemem jest możliwość nie wejścia do sejmu. W ostatnich sondażach Stronnictwo Ludowe balansuje na granicy 5% i zawsze jest ryzyko, że przed wyborami nie uda im się na tyle zmobilizować swojego elektoratu, by poszli na wybory.

Na razie jednak Ludowcy są niczym Lenin – wiecznie żywi.

Co sądzicie?

Kalisz nie chce do Europy

Ryszard Kalisz zapowiedział, że będzie tworzył „swój własny projekt polityczny” – to prawdopodobnie znaczy, że bardziej wiąże swoje przyszłe życie z polską sceną polityczną. Ten projekt ma polegać na utworzeniu stowarzyszenia, które ma być jak sam to określił „jednym z filarów” Europy Plus.

Nie znamy wielu szczegółów odnoszących się do nowego stowarzyszenia, a w przyszłości prawdopodobnie i nowej partii, ale pewnym jest, że nazwa będzie się składała z trzech wyrazów i nie będzie tam niczyjego nazwiska.

Kalisz prawdopodobnie sądzi, że po przejściu do Parlamentu Europejskiego skończyłaby się jego wielka popularność w mediach – co jest prawidłowym stwierdzeniem. PE podobnie jak polski senat są raczej niemedialne, co widać analizując programy telewizyjne, gdzie chociażby na wywiady do studia przeważnie zapraszani są posłowie na sejm RP.

Ciekawym jest, że taki oddany człowiek lewicy już zaczął współpracę z Pawłem Kowalem z nieudanego projektu PJN. Obaj chcą współpracować w kwestii zmiany struktury partyjnej, co można wywnioskować na przykład po stwierdzeniu, że „Partie są dziś oparte na aparatach partyjnych i reprezentują interesy aparatów, a nie wyborców. My chcemy to zmienić.”

Nie ma co się dziwić, że Kalisz dba o swój wizerunek i o własne interesy – w końcu takie są prawa polityki. Nam pozostaje mieć nadzieję, że słowa o zmianie aparatów partyjnych nie pozostaną bez pokrycia.

Polityczny trójkącik platformy

Polityczny trójkącik platformy, czyli Gowin vs Tusk vs Schetyna.

Jeden z posłów opozycji bardzo ciekawie i obrazowo określił sytuację w PO, a mianowicie: Gowin, to prawy ząb Platformy, a Schetyna – lewy. Tusk nie odważy się wybić żaden z tych zębów, bo straciłby PO straciłoby wtedy polityczną twarz, która zresztą i tak powoli blednie.

Po ostatnim spotkaniu Premiera i Ministra Sprawiedliwości sprawa wygląda tak, jak przewidywałem od dawna – Tusk nie miał odwagi na odwołanie Gowina ze stanowiska,nie mówiąc już o dalszych możliwych krokach. Członkowie PO w wywiadach starają się przekonać, że Tusk pokazał swoją siłę, ale takie twierdzenie jest kompletnie niedorzeczne. Gowin nie dość, że nie poniósł żadnych konsekwencji, to ani trochę nie wycofał się ze swoich postulatów.

Nie może wyrzucić Gowina również dlatego, że niejako mają wspólnego „wroga”, czyli Schetynę. Gdyby tak się stało, to premier mógłby przegrać przyszłe wybory w PO.

Obecny premier lubi zwalać winę na innych, co dobitnie pokazują te przetasowania w rządzie i dlatego też poniekąd Tuskowi odpowiada ta „niesforność” Gowina. Dzięki zachowaniu ministra może powiedzieć, że to nie jego wina, że nie przegłosował ustaw bardziej lewicowych. Może dzięki temu utrzymać swoje lewe skrzydło wśród wyborców.

Teraz tylko pozostaje czekać na kolejne rewelacje w platformie. Wydaje się, że najbliższą do tego okazją będą wybory wewnątrz PO.

Polski problem światopoglądowy

1353688714-referendum-takDzisiaj chciałbym napisać o problemie, jaki istniał, istnieje i będzie istniał w polskim parlamencie, czyli o problemie światopoglądowym. Jak wiadomo w sejmie istnieje pojęcie lewicy, centra i prawicy. Każda z tych grup różni się w pomysłach na gospodarkę, finanse itp.. Ale największe różnice są w światopoglądzie.

Tak już jest, wiec nie trudno się dziwić, że będą powstawały spory. Zastanawia mnie, czemu nie można tego rozwiązać na forum szerszym niż sejm, czy senat. Według mnie w takich sprawach, czyli w sprawach ideologicznych zawsze, ale to zawsze powinno się rozpisywać referenda.

Jeśli chodzi o sprawy finansów, to większość ludzi się tym interesuje i może nie wiedzieć co jest dla nich dobre. Natomiast jeśli chodzi o światopogląd, to zdecydowana większość ludzi ma wyrobioną ideologię i wie czego chce. Jeżeli tak jest, to czemu garstka polityków ma o tym decydować.

Trzeba koniecznie wprowadzić zapis co najmniej na poziomie ustawy, ale najlepiej w konstytucji, ażeby w sprawach światopoglądowych obowiązkiem było rozpisanie referendum i żeby takie referenda były wiąrzące.