Piruet premiera

Premier Tusk ogłosił ogromne zmiany w składzie rady ministrów. Mamy nawet nowego wicepremiera oraz jedno ministerstwo mniej. Przemiana znacznie większa niż oczekiwano, ale czy przyniesie realną zmianę? Odpowiedź brzmi: prawdopodobnie nie. Jedną z ważniejszych zmian jest połączenie resortów, a mianowicie ministerstwa transportu oraz rozwoju regionalnego – kierownictwo nowym ministerstwem obejmie Pani wicepremier Elżbieta Bieńkowska.

Kolejną istotną zmianą jest odwołania wicepremiera i ministra finansów Jana Rostowskiego, zastąpi go Mateusz Szczurek – dość młody, acz mimo to wydaję się, że jest kompetentny. Wcześniej był głównym ekonomistą ING Group na Europę Środkową i Wschodnią.

Dlaczego jednak te zmiany nic nie wniosą? Dlatego, że u sterów nadal jest ta sama osoba. Ministrowie kierują się polityką premiera, a ta raczej radykalnie się nie zmieni. To, co może się zmienić, to wydajność pracy w ministerstwach, a w szczególności w ministerstwie finansów, dzięki odejściu „zmęczonego” Rostowskiego.

Można powiedzieć, że „oczywistą oczywistością” jest to, że ten manewr jest ukierunkowany na wyborców, którzy to ostatnio nie darzą Platformy rekordowym poparciem. Reakcja opozycji na te zmiany jest tak samo przewidywalna, a mianowicie ostra krytyka premiera i nowych członków rządu.

To już kolejne przetasowanie, które przyspiesza „piruet” premiera. Donald Tusk regularnie przeprowadza swoiste czystki, albo żeby poprawić swój wizerunek, albo usunąć lub zmarginalizować przeciwników wewnątrz partii. Coraz szybciej kręcąc się wokół własnej osi traci pole manewru, aż w pewnym momencie musi wykonać zakończenie. Jeśli o tym zapomni, to zamiast zakończyć karierę z klasą może wylądować bardzo twardo i zostać sam na lodzie.

Reklamy

Deficyt będzie … i to duży!

Premier Rostowski razem z premierem Tuskiem poinformowali o przyjęciu przez rząd projektu budżetu na 2014 rok. Deficyt budżetowy spadnie w stosunku do planowanego tegorocznego, ale mimo to wyniesie on 47,7 miliarda złotych! Ma to być „ostrożny” budżet. Informacje mieliśmy dostać wczoraj, ale rada ministrów się przedłużyła ponieważ premierzy chcieli jak najbardziej realistycznie przewidzieć sytuację w przyszłym roku.

Dla niewtajemniczonych – deficyt to nie dług, jeżeli mamy deficyt w budżecie to znaczy, że nasz dług rośnie i to o prawie 50 miliardów. Przychody mają wynieść 276,5 mld zł, wydatki z kolei 324,2 mld zł – jak widać różnica jest kilkunastoprocentowa.

Według ekonomistów rząd obniżył restrykcje budżetowe, ponieważ zaciskanie pasa skutkowało znaczącym spowolnieniem gospodarczym. Pytanie, czy na prawdę nie ma już gdzie ciąć? Może warto zastanowić się nad restrukturyzacją ministerstw i innych spółek państwowych. Skoro Ministerstwo Spraw Zagranicznych kupuje fotele za 300 tysięcy, to jest chyba jeszcze pole do oszczędzania.

Ponadto premier planuje podwyższyć akcyzę na alkohol o 15%. Nie zmniejszą się jednak wydatki na armię, w stosunku do całości budżetu wyniosą one 1,95%.

Podsumowując sytuację Polski: dług rośnie, nie ma wzrostu gospodarczego, podatki rosną. Innymi słowy kryzys na całego i pomimo tego, że można wiele zmienić rząd nie kwapi się do ostrych reform.

Dziwki i narkotyki w PKB

Prostytutki powiększą nasze PKB – w jednym z artykułów w „Dzienniku Gazecie Prawnej” czytamy, że w przyszłym roku wszystkie kraje Unii Europejskiej będą wliczały do dochodu narodowego prostytucję, przemyt oraz produkcję i handel narkotykami. Częściowe dane dotyczące narkotyków, przemytu i prostytucji już są uwzględniane w kilku krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Czechach, Bułgarii, Estonii, Grecji lub chociażby na Węgrzech.

Unia Europejska nie pozostaje w tyle za Polską i również uprawia kreatywną księgowość – szacuje się, że wliczenie tych nielegalnych działalności do Produktu Krajowego Brutto może przynieść wzrost o nawet 1% (Według DGP w przypadku Polski urośnie on o około 16 mld zł) – wzrost oczywiście czysto statystyczny. Trzeba zaznaczyć, że ta regulacja nie ma na celu legalizacji, czy opodatkowania tych źródeł, a wzięcie ich pod uwagę przy obliczaniu „bogactwa” społeczeństwa.

Również eksperci mają w tej kwestii sceptyczne odczucia, ponieważ jak mierzyć dobrobyt społeczeństwa poprzez ilość sprzedanych narkotyków, czy wynajętych prostytutek. Profesor Ryszard Bugaj sądzi, że nowe regulacje „Będą sprzyjać manipulacjom, szczególnie tam, gdzie statystyka nie jest pod porządnym nadzorem. Nielegalną działalność trudno oszacować” – trudno się z tym nie zgodzić.

Znając zapędy polskich władz będą chciały poprawić sobie statystykę poprzez sztuczne zawyżenie poziomu tych nielegalnych działalności, no i wtedy mogą spełnić się słowa wicepremiera Rostowskiego, że zaczniemy wychodzić z kryzysu … a przynajmniej statystycznie.

Cięcia od sierpnia

Premier Donald Tusk, razem z wicepremierem Januszem Piechocińskim zapowiedział, że na pierwszym posiedzeniu sejmu, czyli już w sierpnie posłowie zajmą się nowelizacją tegorocznego budżetu. To niewątpliwie oznacza cięcia, ponieważ wpływy do budżetu będą mniejsze od oczekiwanych o ok. 40 mld. Rząd ma się tym zająć jeszcze w tym miesiącu.

Według ekonomistów rząd będzie w stanie zwiększyć przychody nie więcej niż o 10-15 miliardów. Premier Tusk planował zmniejszenie deficytu w tym roku, ale już teraz oznajmił, że to się nie uda. Być może znowu szykują się plany kreatywnej księgowości wicepremiera Rostowskiego. Wydaje się to bardzo realne po słowach Tuska, gdzie mówi, że jest zainteresowany „prawną możliwością zwiększenia deficytu w ramach, które są do zaakceptowania przez rynki, przez Europę”. Ekonomiści też sądzą, że rzad będzie chciał „wypchnąć deficyt poza budżet centralny”.

Premier mówił o 2013 roku, jako o czasie krytycznym, a następny rok również ma być trudny – problem jest taki, że rok temu krytycznym określał 2012, a ten miał być trudny. Czy aby tym razem nie będzie kolejnego przesunięcia terminu wyjścia z kryzysu.

Główną przyczyną przedłużenia kryzysu jest spadek eksportu i pomimo iż dotyczy to innych krajów jesteśmy w stanie o zwiększyć. W takim kontekście, po raz kolejny warto jest wspomnieć o zbrojeniówce. Wicepremier Piechociński w Siemianowicach Śląskich również o tak tym mówił, a konkretnie o polskim Rosomaku „ma szansę być polskim hitem eksportowym”. Pytanie dlaczego tylko Rosomak? Mamy potencjał, by stać się wielkim eksporterem zbrojeniowym.

Wystarczy, że rząd aktywnie dołączy do swojej polityki zagranicznej promocję zbrojeniówki oraz, że trochę zainwestuje w nowe projekty lub kontynuację wielu innych dobrych, które zostały zastopowane. Po raz kolejny kłania się słaba innowacyjność polskiej gospodarki, a sytuacje będzie się pogarszać, jeżeli nic się nie zmieni.

Wolność emerytalna

Nie dawno Minister Rostowski przedstawił 3 warianty zmian w odkładaniu pieniędzy na emerytury. Był to krok w dobrą stronę, ponieważ dawał możliwość większego wyboru dla przyszłych emerytów. Krok ten jednak jest tylko jednostronny – ludzie, którzy nie ufają OFE są jak najbardziej za, ale Ci, którzy nie wierzą w ZUS uważają, że nikt nie wziął pod uwagę ich poglądów, no i mają rację.

System powinien być jak najbardziej obustronny. Powinniśmy dać możliwość wyboru, czy ktoś chce inwestować tylko w ZUS, czy tylko w OFE. Problemem jest to, że ZUS i OFE, to dwa całkowicie inne sposoby zarządzania pieniędzmi.

W ZUS nasze pieniądze są wydawane na bieżąco, na wypłaty dla obecnych emerytów. My zaś, przechodząc na emeryturę musimy liczyć na wpłaty obecnie pracujących. Otwarte Fundusze Emerytalne działają inaczej, bo inwestują nasze pieniądze na giełdzie, czy wykupują obligacje (ta metoda ma być zabroniona przez rząd w proponowanych ustawach). Pieniądze, akcje i obligacje są przypisane do każdego z osobna.

Gdyby ludzie masowo przepisywali się do OFE brakło by pieniędzy na wypłaty obecnych emerytur – już teraz mamy dziurę w ZUS i rząd musi dopłacać. Ze względu na opinię społeczną o OFE jest to raczej mało prawdopodobne, ale nigdy nie jest się pewnym. Trzy warianty Rostowskiego przez wielu słusznie są odbierane jako próba zatkania tej dziury pieniędzmi z OFE.

Wprowadzając dobrowolność ZUS, OFE, czy stan pośredni należy być bardzo ostrożnym. Warto byłoby rozłożyć tę reformę na okres ok. 10 lat – a przynajmniej kwestię wyboru tylko OFE. Powinna też istnieć możliwość zmiany decyzji w sprawie składek raz na kilka lat.

Gowin kontratakuje

Były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin oficjalnie potwierdził swoją kandydaturę w wyborach wewnętrznych na szefa Platformy, a przy tym chęć zostania premierem. Na konferencji prasowej delikatnie, ale stanowczo zaatakował premiera Donalda Tuska – porównując go do kapitana zespołu, który złapał zadyszkę i musi zostać zmieniony.

Gowin zauważa, że PO zboczyła ze swojej pierwotnej ścieżki. Powiedział, że nie zgadza się na skręt w lewo – w kierunku socjalliberalizmu i ma zamiar przywrócić Platformie centroprawicowe poglądy. Zaznaczył, że w partii potrzebna jest świeżość i nowe ambicje, w tym trudnym dla niej okresie.

Wiele zostało powiedziane na tej konferencji, ale czy jest realna szansa na wprowadzenie tego w życie – moim zdaniem na razie nie. Pomimo spadającego poparcia dla PO i zaufania do premiera, to on na razie jest najsilniejszym graczem w PO. Do wyborów jednak jeszcze sporo czasu i wiele może się zmienić – ważną kwestią w tej sprawie jest stosunek „szefa” lewicowego skrzydła PO Grzegorza Schetyny.

Od dłuższego czasu Schetyna stara się umocnić swoją pozycję, nie tyle wśród opinii publicznej, co wewnątrz partii. Według mnie jest w stanie realnie zagrozić Tuskowi. Gdyby on razem z Gowinem stanęli w tych wyborach, to każdy z nich – jeden z lewej, a drugi z prawej zabraliby znaczącą ilość poparcia Tuskowi i przez co jest możliwość zmiany u sterów Platformy.

Wszystko jednak zależy od zewnętrznej sytuacji i sondażów – jeżeli tendencja spadkowa będzie trwać, to sądzę, że Tusk jest poważnie zagrożony od wewnątrz. W ostatnim sondażu Homo Homini z 26 czerwca PO nieznacznie się umocniła (o jeden procent), a PiS stoi w miejscu, ale to może być efekt wystąpienia Rostowskiego, które mogło przywrócić wiarę części wyborców platformy – jednak to nie będzie trwać wiecznie.

Trzy warianty Rostowskiego

Długo czekaliśmy na jakąś decyzję w sprawie OFE, było wiele spekulacji nad tym co zamierza zrobić rząd i w końcu jest przełom. Na konferencji prasowej wicepremier Rostowski razem z ministrem pracy i polityki społecznej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem przedstawił trzy warianty reformy Otwartych Funduszy Emerytalnych. Brawo dla rządu – w końcu jakaś ciekawa reforma, a konkretnie trzy.

Te projekty nie mają jeszcze formy ustawy, więc jeszcze długo poczekamy na konkrety, ale już dziś można wiele powiedzieć na ich temat. Wszystko dokładnie zostało przedstawione w rządowym raporcie oraz poglądowo na konferencji prasowej poświęconej reformom.

Poniżej wymienię te trzy warianty Rostowskiego:

Wariant I
Dotyczy on zakazu inwestowania funduszom w obligacja państwowe – bardzo dobry pomysł, ponieważ takie kupowanie obligacji, to jak przelewanie z jednego garnuszka w drugi.

To znaczy, że ta część środków, które OFE nie mają prawa inwestować w akcje, byłaby przeniesiona z OFE na subkonta w ZUS. Jej równowartość byłaby zaksięgowana na tych subkontach przyszłych emerytów i obecnych; byłaby waloryzowana na tych samych zasadach, jak obecnie są waloryzowane środki tam zgromadzone.

Zaznaczył Rostowski.

Wariant II
Tutaj wreszcie zaczyna się demokracja – każdy miałby wybór, czy chce inwestować w OFE, czy też nie. Osoba chętna do przystąpienia do OFE musiałaby w ciągu trzech miesięcy złożyć stosowne pismo – w razie nie wysłania automatycznie wszystkie środki byłyby przekazywane do ZUS

Wariant III
W istocie bardzo podobny do poprzedniego, z tym, że dodaje możliwość wpłacenia dodatkowych 2% swoich zarobków do OFE. Dodatkowych to znaczy nieobowiązkowych – zamiast odkładania 2% do OFE mógłby wpłacić 2+2, czyli 4%. Rostowski ten wariant nazwał „dobrowolność +”

Mi najbardziej odpowiada ostatni wariant, ponieważ daje najwięcej możliwości, ale sądzę, że rząd powinien pójść o krok dalej. Dobrze by było, gdyby po wybraniu, czy chce się być w OFE, czy też nie była możliwość zmiany decyzji. Minister finansów słusznie zauważył, że mogłoby to prowadzić do spekulacji i nadmiernego rozchwiania giełdy, ale myślę, że możliwość zmiany decyzji co 5 lat byłaby dostatecznie bezpieczna. Dzięki temu zwiększyła by się również wolność dysponowania naszymi w końcu środkami.

PS.
Swoją drogą Pan Rostowski został również zapytany przez dziennikarkę o spotkanie grupy Bilderberg, w którym uczestniczył i widać było poirytowanie na jego twarzy. Ja również jestem ciekawy tego co tam się działo – być może otrzymamy jakieś krótkie sprawozdanie.