Nie będzie uboju rytualnego!

Sejm powiedział nie rządowemu projektowi ponownie wprowadzającego ubój rytualny! Przeciwko takiemu uboju głosowało 222 posłów, za było 178, i 7 wstrzymało się, aż 37 osób nie głosowało. Podczas dyskusji przed głosowaniem padło wiele ostrych słów, szczególnie z lewej strony sejmu. Pojawiło się porównanie do krucjat, mordowania dzieci i dziewic w rytuałach, a także rząd został oskarżony o chęć znęcania się nad zwierzętami. Rząd miał czcić nowego boga, jakim są pieniądze i oddać w ofierze tysiące zwierząt.

Zwolennicy uboju rytualnego wyciągali argumenty, które miały udowodnić ogromne straty dla przemysłu, mówiło się o 5 miliardach. Tymczasem, jak pokazują ostatnie dane, podczas, gdy wprowadzono zakaz eksport mięsa wcale nie spadł, a wręcz wzrósł i to o 25%. Nawet minister Kalemba musiał to przyznać, chociaż potem próbował te dane zatrzeć mówiąc, że eksport do krajów muzułmańskich spadł o 70%. Następnie stwierdził, że w rzeczywistości eksport spadł.

Nie będę komentował takiej matematyki, ale powiem, że kraje islamskie i Izrael nie są głównymi odbiorcami Polskiego mięsa. Przedsiębiorcy, jak widać nie są głupi i potrafili znaleźć zbyt na swoje towary gdzieś indziej. Warto jednak zaznaczyć, że dane z kilku miesięcy są dość mało reprezentatywne i na więcej informacji trzeba poczekać jeszcze trochę, na razie jednak wszystko wskazuje na to, że zakaz nie wyrządził i nie wyrządzi żadnych strat dla gospodarki.

Reklamy

Ludobójstwo czy „tylko” czystka?

Z okazji 70 rocznicy rzezi wołyńskiej rozgorzała ostra dyskusja na temat jednego słowa „ludobójstwo”. To jedno słowo potrafi tak podzielić ludzi. W Sejmie trwa debata nad projektem uchwały,która ma upamiętnić ofiary tej zbrodni, jej celem jest ustanowienie 11 lipca dniem upamiętniającym ofiary zbrodni wołyńskiej. Uchwała, była obiektem dyskusji w sejmowej komisji kultury i ostatecznie postanowiono tę zbrodnię terminem „ludobójstwo”.

Pomimo, że PO jest przeciwne takiej nazwie przegłosowany została poprawka dodająca to sporne określenie – doszło do tego, bo dwóch posłów PO nie przyszło na głosowanie, a trzeci, a konkretnie Wiesław Suchowiejko zagłosował wbrew zaleceniom. Czy to przypadek będący dla Platformy kolejną oznaką słabości, czy też celowo ktoś chciał, by tona ten temat rozgorzała dyskusja,tego nie wiadomo. Teraz czekamy na głosowanie nad tą uchwałą, jednak nie tylko politycy są podzieleni na ten temat.

Ta zbrodnia jest ważną sprawą w kontaktach na linii Ukraina-Polska i Ukraina-Unia Europejska. Według niektórych takie rozgrzebywanie wydarzeń z przeszłości może tylko pogorszyć sytuację. Inni zaś twierdzą, że nie ma pojednania bez pamięci i musimy raz na zawsze ustalić stanowisko w tej sprawie.

Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, będąca częścią IPN określiła tę zbrodnię jednoznacznie jako ludobójstwo, a konkretnie:

W sprawie zbrodni ludobójstwa popełnionych na terenie województwa wołyńskiego w latach 1939–1945 przez nacjonalistów ukraińskich, a w szczególności dopuszczenia się zabójstw kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci narodowości polskiej, znęcania się fizycznego, psychicznego nad członkami ww. grupy narodowej, zniszczenia lub kradzieży ich mienia, oraz stosowania innych represji i czynów nieludzkich w celu stworzenia warunków życia grożących im biologicznym wyniszczeniem bądź zmuszających do opuszczenia swoich siedzib i ucieczki z terenów województwa wołyńskiego tj. o przestępstwa z art. 118 § 1 i 2 kk.

Przeciwnicy nazywania tej zbrodni ludobójstwem wytaczają argument, że Polacy, niejako w odwecie zabili 2-5 tysięcy Ukraińców. Trudno się jednak dziwić, że ludzie się bronili. To była straszna, niewyobrażalna wręcz masakra, zginęło nawet wiele małych dzieci. Uważam, że powinniśmy wyraźnie zaznaczyć, że to było ludobójstwo, ale nie wypominać tego Ukraińcom, tylko wybaczyć i pojednać się.
—–
PS.
Dzisiaj dowiedziałem się, że nawet moi przodkowie mieszkali na Wołyniu. Moja prababcia i babcia właśnie w nocy tzw. „Krwawej niedzieli”, nie zabierając nic ze sobą musiały uciekać ze swojego domu.
—–

Koniec „dobrej” polityki

We wrześniu ubiegłego roku mogliśmy zauważyć złagodzenie oblicza polityki. Jesienią pojawiło się wiele projektów reform, były debaty na temat problemów i potrzeb polskiej gospodarki i praktycznie wszystkich dziedzin życia. Zarówno prawica, jak i lewica przedstawiały wiele merytorycznych opinii, co prognozowało na poprawę jakości w polityce. Wszystko, co dobre jednak szybko się kończy.

Skończył się projekt Gliński i skończyła się merytoryczna dyskusja. Polską scenę polityczną zdominowała sprawa smoleńska i ostry język PiSu w tej kwestii oraz wybryki Jarosława Gowina i roszady Tuska w rządzie.

Prawdy o polskich politykach można się dowiedzieć w tedy, gdy nie wiedzą, że inni słyszą. Dobrym przykładem są ostatnie słowa posła PO Zbigniewa Rynasiewicza „Ten Borowiak ku…s podniesie łapę czy przyp…lić?”. Nie twierdzę, że wszyscy, ale wielu polityków jest po prostu wredna, egoistyczna i mściwa. Niestety bywa tak, że „ciemny lud wszystko kupi”.

Niedługo odbędą wybory do Europarlamentu, a także w 2014/15 samorządowe, prezydenckie i parlamentarne – będzie to niespotykana kumulacja i z całą pewnością ponownie zaobserwujemy zmianę oblicza polityków. Wszyscy będą udawać, że są piękni i przyjemni. Pojawi się również mnóstwo pomysłów na poprawę polski, jednak jak pokazały rządy PO i PSL prawdopodobnie niewiele z tych wszystkich zapowiedzi będzie wprowadzonych w życie.

Jeżeli nie pojawi się jakaś całkiem nowa siła polityczna, to będziemy oglądali tę szopkę po raz kolejny.

Kalisz nie chce do Europy

Ryszard Kalisz zapowiedział, że będzie tworzył „swój własny projekt polityczny” – to prawdopodobnie znaczy, że bardziej wiąże swoje przyszłe życie z polską sceną polityczną. Ten projekt ma polegać na utworzeniu stowarzyszenia, które ma być jak sam to określił „jednym z filarów” Europy Plus.

Nie znamy wielu szczegółów odnoszących się do nowego stowarzyszenia, a w przyszłości prawdopodobnie i nowej partii, ale pewnym jest, że nazwa będzie się składała z trzech wyrazów i nie będzie tam niczyjego nazwiska.

Kalisz prawdopodobnie sądzi, że po przejściu do Parlamentu Europejskiego skończyłaby się jego wielka popularność w mediach – co jest prawidłowym stwierdzeniem. PE podobnie jak polski senat są raczej niemedialne, co widać analizując programy telewizyjne, gdzie chociażby na wywiady do studia przeważnie zapraszani są posłowie na sejm RP.

Ciekawym jest, że taki oddany człowiek lewicy już zaczął współpracę z Pawłem Kowalem z nieudanego projektu PJN. Obaj chcą współpracować w kwestii zmiany struktury partyjnej, co można wywnioskować na przykład po stwierdzeniu, że „Partie są dziś oparte na aparatach partyjnych i reprezentują interesy aparatów, a nie wyborców. My chcemy to zmienić.”

Nie ma co się dziwić, że Kalisz dba o swój wizerunek i o własne interesy – w końcu takie są prawa polityki. Nam pozostaje mieć nadzieję, że słowa o zmianie aparatów partyjnych nie pozostaną bez pokrycia.

Macierewicz i zamach na prezydenta.

Z okazji trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej odbyło się medialne spotkanie sejmowej komisji pod przewodnictwem Pana Macierewicza, która zajmuje się badaniem tegoż wypadku. Nie od dziś wiadomym jest, że PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele promuje teorię, która mówi o zamachu, więc dziś nie mogło zabraknąć i argumentów na potwierdzenie tej tezy.

Nie za bardzo przepadam za uprawianiem polityki na nieszczęściu i jestem raczej sceptyczny co do teorii PiSu odnośnie zamachu, ale jako swego rodzaju badacz i „fan” teorii spiskowych i innych tajemnic postaram się obiektywnie przedstawić całą sytuację.

Oto argumenty Macierewicza mające dowodzić, że to był zamach, które co najwyżej mogą być poszlakami, ale i tak je wymienię:

1. Stosunek Rosji i Tuska co do prowadzenia śledztwa – przewodniczący komisji mówi, że obie strony zachowują się podejrzanie oraz są opieszałe i nierzetelne w swoich działaniach, co jest prawdą, ale wg. mnie nie świadczy o zamachu. Rosja była, jest i będzie krajem na wpół totalitarnym, a jej zapędy imperialistyczne są znane. Nie ma potrzeby, by się śpieszyła, a wręcz tak okazałaby swoją uległość wobec „zachodu”, więc się nie śpieszy i zwala całą winę na nas,chociaż i oni mają wiele za uszami – stan lotniska, czy słabe wyszkolenie kontrolerów.

Tusk z kolei, lub raczej jego ludzie też są po części odpowiedzialni za to co się stało ponieważ powinni lepiej zadbać o bezpieczeństwo oraz organizację tak ważnego lotu jak prezydencki z wieloma wysokimi przedstawicielami wojska, czy administracji.

2. Ślady trotylu i wybuch – po informacji o znalezieniu trotylu na pokładzie Tu-154M również ja zacząłem się zamartwiać, ale później okazało się, że to tylko mógł być trotyl. Swoją drogą sądzę, że rząd celowo chciał wprowadzić PiS w błąd, żeby się obnażyli, co zresztą się im udało, ale oni nadal się trzymają pierwotnej wersji informacji o owych śladach.

W kwestii wybuchu wypowiadało się wielu ekspertów, którzy twierdzą, że samolot przełamał się już w powietrzu, o czym ma świadczyć wiele czynników jak np. odwrócony o 180 stopni ogon samolotu względem kierunku upadku. Ja nie jestem specjalistą z dziedziny awioniki, więc nie oceniam, ale sądzę, że w trakcie katastrofy samolotu jest wiele zmiennych, które ciężko jest przewidzieć i zanalizować na podstawie zdjęć, czy programów komputerowych.

3. Brzoza – po raz kolejny powiem, że nie jestem specem od awioniki, ale co nieco liznąłem materiałoznawstwo oraz wiem, że samolot, a tym bardziej skrzydła są wykonane tak, by były jak najlżejsze, a nie dba się zanadto o ich wytrzymałość na uderzenia, bo i po co. Nie znam grubości tej brzozy, ponieważ jest wiele wersji podawanych opinii publicznej, ale sądzę, że bez problemu powinna ściąć, lub przynajmniej nieźle poharatać skrzydło samolotu.
Inną kwestią jest, że rzekomo jest ona złamana wyżej niż podają oba oficjalne raporty.

4. Czarne skrzynki – ostatnio Cezary Gmyz poinformował, że po komendzie „odchodzimy” brakuje sześciu sekund. Mówi, że stenogram wykonany przez MAK i ten na potrzeby prokuratury przez Instytut Sehna właśnie w tym momencie się różnią. Nie czytałem tego drugiego zapisu, więc nie chciałbym się wypowiadać, ale jeżeli tak jest, to jest to dość dziwne.

Jest jeszcze wiele poszlak, jakie prezentuje Macierewicz na komisji ds. zbadania katastrofy, ale nie mam ani czasu ani ochoty, ani też nie widzę potrzeby,by je przytaczać. Pewnym jest to, że nie wszystko zostało jeszcze wyjaśnione i rząd powinien zadbać, by tę sprawę doprowadzić do końca – niezależnie jak bardzo przerażający, bądź nie miałby on być.

Polityka zagraniczna Tuska

W związku z przemówieniem ministra Sikorskiego i debatą w sejmie na temat przyjęcia tej informacji chciałbym rzetelnie przedstawić porażki i sukcesy na planie polityki zagranicznej rządu Donalda Tuska.

Zacznę od sukcesów – pierwszym,który mi się nasuwa to odnowienie działalności Grupy Wyszehradzkiej. Od niedawna Wyszehrad zaczął prowadzić nieco intensywniejsze merytoryczne prace. Podniesiono tam wiele kwestii, ale decyzje o wspólnej polityce energetycznej, wywieraniu nacisku wewnątrz unii są najważniejsze

Drugim, ale umiarkowanym sukcesem jest wywalczenie dość dobrego budżetu dla Polski na następną perspektywę, co prawda teraz prawdopodobnie trzeba będzie renegocjować budżet. Parlament Europejski chce większego budżetu, co daje szansę na poprawę wyniku- mam nadzieję, że Polacy tego nie zaprzepaszczą.

Niestety nie widzę innych godnych uwagi sukcesów rządu, więc przejdę do porażek.

Tutaj zacznę od wrażliwej dla Polaków kwestii jaką jest Katastrofa Smoleńska. Krótko mówiąc rząd stał się zabawką w rękach Putina. Z niewiadomych przyczyn nie starali się o walkę o wizerunek polski na świecie w świetle katastrofy, ponieważ na świecie znany jest tylko raport Rosyjski, z którego wynika, że tomy jesteśmy sami sobie winni, a Rosjanie w ogóle nie przyczynili się do tego wypadku, co jest kompletną bzdurą. Jest jeszcze kwestia czarnych skrzynek, wraku i jeszcze długo bym wymieniał.

Drugą wielką porażką są stosunki z USA, a mianowicie kwestia tarczy antyrakietowej, która wisi na włosku. Również porażką jest niemożność wynegocjowania zniesienia wiz. Następnie chciałbym wspomnieć o kupionych po zawyżonej cenie F-16 i problemów z ich eksploatowaniem, oraz szkoleniem pilotów. Polska jako sojusznik USA powinna być traktowana poważnie, ale Amerykanie widzą, że traktujemy ich jak bogów i taką sytuację wykorzystują.

Po trzecie całkowita porażka polityki Wschodniej dotyczącej Białorusi i Ukrainy. Kompromitacją, a nawet niemal zdradą było przekazanie danych opozycjonistów białoruskich Łukaszence. Ochłodzenie stosunków z Ukrainą też daje się we znaki, co wykorzystuje Rosja i dalej rozszerza swoją strefę wpływów.

Po czwarte – zniwelowanie znaczenia gospodarczej polityki zagranicznej – uważam, że większość wizyt zagranicznych powinna owocować nowymi kontaktami i co najważniejsze kontraktami biznesowymi, powinniśmy zabierać przedstawicieli polskich przedsiębiorców, żeby wzmocnić przede wszystkim wymianę handlową. Ważna jest też wymiana doświadczeń i wprowadzanie polskich firm na nowe rynki i vice versa.

Tyle na teraz przychodzi mi do głowy poważnych błędów polskiej dyplomacji w ostatnim czasie.

Uważam również, że prezydent zdecydowanie bardziej powinien wspierać rząd w reprezentowaniu polskich interesów za granicą, a niestety po przejęciu władzy przez PO polityka zagraniczna straciła na znaczeniu i przestaliśmy dbać o własne interesy.

Zmiana finansowania partii

Dzisiaj chciałbym wam zaprezentować mój pomysł na zmianę systemu finansowania partii politycznych. Obecny system jaki określa ilość pieniędzy dla partii jest niemiarodajny. To polskie społeczeństwo powinno decydować kto, kiedy i ile dostanie pieniędzy na działalność, reklamę, wsparcie eksperckie i tym podobne kwestie.

Powinniśmy wprowadzić bardziej demokratyczny sposób, a mianowicie:

Co 1/2 roku każdy pełnoletni obywatel Polski dostawałby deklarację, w której mógłby mógłby przekazać kilka złoty ze swojego podatku (konkretna suma wymaga głębszej analizy) na daną zarejestrowaną partię polityczną. Tak więc jeżeli komuś przestanie się podobać jakaś partia zwyczajnie przestanie ją sponsorować.

Oprócz tego, że będzie to bardziej „wolny” sposób, to w takim systemie dodatkowym i dużym plusem jest możliwość wsparcia partii, które nie są w parlamencie. Niestety obecnie finansowani są tylko „starzy wyjadacze” i nowe partie mają utrudnione dostanie się do sejmu. Być może dzięki temu polska scena polityczna nie będzie taka statyczna.

Żeby więcej osób zdecydowało się na takie wsparcie dla partii powinna być możliwość podpisania tej deklaracji przez internet.