Czy politycy są źli?

W społecznej ocenie polityki zdania są podzielone, tak samo, jak są podzielone wśród polityków. PiS mówi, że ich przeciwnicy to komuniści, albo ateiści, ci. PO, że inni to np. radykałowie. SLD, czy Twój Ruch „Palikota” :), mówi, że inni to klerykałowie itp. Wyborcy mają często podobne zdanie jak ich wybrańcy. Niektórzy zaś mówią, że wszyscy politycy to złodzieje – ci z reguły nie chodzą na wybory. Jaka jest więc prawda?

Komu mamy wierzyć. Czy to Kaczyńskiemu, gdy proponuje reformy, które nie mogą się sprawdzić w praktyce. A może Tuskowi, który nie wprowadza prawie żadnych poważnych reform i raz twierdzi, że jest dobrze i kryzysu nie ma, raz, że jest i trzeba zaciskać pasa. A może Palikota, który najchętniej przypalałby sobie blanty na sali plenarnej. A może jednak prawdą jest to, że wszyscy politycy są „be”?

Przecież praktycznie wszyscy byli u władzy i zawsze działy się jakieś sensacje rewelacje. Teoretycznie można wywnioskować, że nie ma dobrych polityków, ale czy na pewno? Nawet zakładając optymistyczny scenariusz większość jest zła w tym co robi (nie chcę nawet mówić, że celowo partaczą robotę).

Hmm, a skoro jest tak źle wśród polityków, to świadczy to o samym społeczeństwie. Dlaczego nie potrafimy wybrać kogoś, kto potrafiłby dobrze rządzić. Polsce potrzeba jest wielu ważnych reform, które nie są przeprowadzane.

To było moje skromne zdanie, a co Wy sądzicie o politykach?

Polskie „partyjki”

Wydaje się Wam, że Polska jest wyjątkowo upartyjniona – otóż nie, a przynajmniej „nieformalnie”. Polskie partie polityczne są wręcz mikroskopijnej wielkości w porównaniu do niemieckich, czy angielskich. Oczywiście pomijając kuzynów, szwagrów, wujków itp., którzy korzystają ze „znajomości partyjnych”.

Największą polską partią nie jest PO, lecz PSL. Ludowcy mają w swoich szeregach 124 000 osób, dalej jest Platforma – 46 000, SLD – 36 000, PiS liczy 22 000, a Ruch Palikota tylko 6 000. Jednak nawet te małe liczby nie do końca odzwierciedlają liczbę aktywnych członków.

Jeżeli popatrzymy na sumę płaconych składek przez członków niektórych partii można wywnioskować, że nawet te małe liczby w skali kraju są zawyżone. Z danych z zeszłego roku można wywnioskować, że np. w PSL składki członkowskie płaci … 3 000 osób.

A jak jest w Niemczech? SPD ma 472 000 członków – niewiele mniej CDU 469. Daleko za nimi, ale i tak dużo więcej niż polskie partie jest CSU – 148 000. Kolejne trzy partie mające swoich przedstawicieli w niemieckim parlamencie mają po około 60 tysięcy członków. Nawet licząc, że Niemców jest dwa razy więcej niż Polaków, to i tak w partiach jest kilkukrotnie więcej ludzi niż u nas.

Ciekawą tendencją w większości krajów UE jest odpływ członków partii politycznych – w Niemczech w przeciągu 3 lat ubyło 10-15%. W Polsce również widzimy podobny spadek – SLD straciło 40% swoich członków w krótkim czasie. Sami członkowie partii często są nieaktywni – co pokazują ostatnie wewnętrzne wybory w PO, kiedy to zagłosowało zaledwie 50% członków. Przecież to powinna być najbardziej aktywna politycznie grupa, a tutaj mamy taki słaby wynik.

Narastająca niechęć do polityki wydaje się objawiać w całej europie – jaka może być tego przyczyna? Być może brak wiary w polityków i w realną możliwość zmian. Możliwe też, że tak się dzieje dlatego, że nie ma już w europie wielu polityków z prawdziwą charyzmą, którzy mogliby wziąć na swe barki nie tylko wszystkie przywileje, ale też problemy i obowiązki.

PiS idzie po władzę?

Jerzy Wilk z PiS wygrał z Elżbietą Gelert z PO w wyborach na prezydenta miasta Elbląg. Liczba głosów rozłożyła się praktycznie po równo. Kandydat z Prawa i Sprawiedliwości uzyskał 51,7% głosów, Pani Gelert zaś 48,3. Jak widać przewaga jest znikoma, a walka toczyła się do samego końca. Nawet w trakcie wyborów nie zabrakło kontrowersji.

Jeszcze przed północą ukazały się dwa dość kontrowersyjne sondaże, który miał wskazywać nieznaczną przewagę Platformy. Pierwszy z nich upublicznił mały portal „portEL.pl”, w nim Pani Gelert uzyskała zwycięstwo 53,3% do 46,3% dla przedstawiciela PiS. Twórcy zaznaczyli, że około 20-30% ankietowanych nie chciało powiedzieć na kogo zagłosuje.

Drugi sondaż wskazywał jeszcze większą przewagę PO, a mianowicie 56% do 43%. O dziwo ten sondaż ukazał się w Telewizji Polskiej. O ile ten pierwszy jest troszeczkę zbliżony, do wyników, to ten już znacząco odbiega od sytuacji wyborczej. Szkoda, że TVP pozwoliło sobie na taki, bądź co bądź bardzo niedokładny sondaż.

Wracając do wyborów. Frekwencja wyniosła 34,7% i była nawet wyższa niż ta w terminowych wyborach sondażowych w 2010r. Pytanie, czy poziom trzydziestu-kilku procent ludzi chętnych do głosowania nad swoją przyszłością to dużo – moim zdaniem zdecydowanie nie!

Wydaje się, że sytuacja w Elblągu odzwierciedla nastroje wyborców w całym kraju – ostatnio ukazał się sondaż, w którym PiS uzyskuje 35%, a PO tylko 26%. SLD uzyskało 10%, RP 6%, a PSL 5% poparcia.

Ani wystąpienia Macierewicza, ani żadne taśmy nie powstrzymują tendencji wzrostowych Prawa i Sprawiedliwości. W wymienionym wcześniej sondażu ponad 30% pytanych odpowiedziało, że nie wie na kogo zagłosuje.

Z jednej, złej strony widać, że Polacy są znudzeni i to może skutkować rozwojem takich grup jak Ruch Narodowy. Dobrą stroną jest jednak z pewnością to, że otwierają się nowe możliwości przed innymi nowo powstającymi partiami. Być może ten beton okalający scenę polityczną wkrótce skruszeje – na pewno ten proces już się rozpoczął.

Platforma skręca w lewo

Platforma Obywatelska od dłuższego czasu obrała kurs na bakburtę. W założeniach PO miało być partią centro-prawicową i przez kilka lat taki stan się utrzymywał. Ostatnie wahania partyjne spowodowały, że Donald Tusk musiał wybrać, czy pójść w lewo, czy prawo. Po prawej stronie mocno trzyma się PiS,więc Premier musiał uznać, że nie ma czego szukać wśród prawicowych wyborców.

Prawica jest zdominowana przez Prawo i Sprawiedliwość i wiele projektów typu Polska jest Najważniejsza nie uzyskały większej aprobaty i oscylują na pograniczu kilku procent. Solidarnej Polsce trochę lepiej się wiedzie, ale i tak są na pograniczu mainstreamu.

Tusk, widząc, że SLD ma średnie wyniki, a Ruchowi Palikota – nawet jeżeli teraz trochę gorzej, ale i tak nieźle się powodzi zdecydował o odcięciu się od konserwatywnej części Platformy. Wydawać się może, że w razie wygrania przez nich wyborów szykuje się zmiana koalicjanta. PSL oscyluje na granicy 5% i Premier musi mieć plan awaryjny. Obecnie ludowcy wydają się najlepszym kandydatem, na wspólnika, ale ostatnie niesnaski w rządzie oraz, wcześniej wymieniona ich zła sytuacja sondażowa zmusiły prezydium platformy do zmiany kierunku.

John Godson – poseł platformy, którego bardzo szanuje ostatnio zapowiedział, że być może będzie kandydował na prezydenta Łodzi. Poinformował również, że tylko prośba Tuska trzyma go w partii rządzącej. Jarosław Gowin również podkreśla swoje luźne stosunki z partią. Pomijając już fakt arytmetycznie kruchej koalicji w sejmie, ta sytuacja po raz kolejny obrazuje gwałtowny skręt PO w lewo. Również wyrzucenie Jana rokity świadczy, że w Platformie źle się dzieje.

Jedną z niewielu rzeczy, jakie lubiłem w PO, to to, że w sprawach światopoglądowych posłowie nie musieli się dostosowywać do ścisłych warunków, narzuconych przez kierownictwo. To była prawdziwa ostoja demokracji. Teraz, kiedy coraz częściej wywierane są naciski – głównie na konserwatywnych członków zburzył to wszystko. Jeżeli w Platformie będzie dyscyplina światopoglądowa, to uważam, że będzie to równoznaczne z jej końcem, który nastąpi prędzej, czy później.

PiS zwiększa przewagę!


Jak widać w ostatnim sondażu PiS zyskał 2 punkty procentowe poparcia, natomiast PO spadła o 1 procent. SLD jak zwykle utrzymuje się na podobnym poziomie kilkunastu procent i wydawać się może, że Leszkowi Millerowi to jak najbardziej pasuje. Do sejmu nie weszłyby PSL i RP poparciem wynoszącym po 4%. Zamiast tego Solidarna Polska uzyskałaby mandaty poselskie.

PiS ciągle zwiększa swoją przewagę, ale nawet to nie wystarczy do objęcia władzy. Nawet z koalicją z SP brakłoby im ok. 20 głosów, a koalicja POPIS, czy z SLD na obecną chwilę wydaje się niemożliwa, choć nie takie rzeczy się działy w polityce. Z pewnością platforma ma się czego obawiać, w szczególności, że mają spore kłopoty wewnętrzne, a tu trzeba walczyć o poparcie.

Politykom brak idei!

Wszystkie partie polityczne mają wypisane swoje cele ideologiczne, jednak to co na papierze nie zawsze pokrywa się z realiami. Zarówno SLD, PiS, jak i PO miały swój czas i jak widać, z czasem coraz trudniej przychodzi politykom wypełnianie obietnic – zarówno tych ideologicznych, jak i programowych.

Po wygraniu wyborów, z roku na rok partie polityczne coraz szybciej jałowieją i to właśnie teraz dzieje się z Platformą Obywatelską. W 2007r, przed wyborami pojawiło się tyle pięknych haseł jak np. „By żyło się lepiej”. Oczywiście nastał światowy kryzys i nie można za wszystko obwiniać PO, ale było i nadal jest wiele możliwości wprowadzenia zmian, a rząd nie kwapi się zanadto do tego.

Jednym z ich postulatów było wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i o ile do senatu wybory prowadzone są już w systemie JOW, o tyle nie zanosi się na zmiany w sejmowej ordynacji wyborczej. Pomimo, że zarówno PO, jak i PiS – dwie największe partie polityczne są za nowym systemem nic się nie dzieje.

PSL i SLD sprzeciwiają się temu pomysłowi. Teoretycznie lewicowa partia jak SLD powinna być rękami i nogami za, no ale…
Również teoretycznie, gdyby wybory w 2011r. odbyły się w systemie JOW, to:

PO miałaby dziś 306 posłów (66,5 proc. miejsc), a PiS – 151 (32,9 proc.). PSL zdobyłby tylko 3 mandaty (0,6 proc.). Innych partii nie byłoby w Sejmie – wynika z symulacji opublikowanej w nowym numerze „Polityki”.

I wszystko jasne – za wszystkimi decyzjami nie stoją żadne idee, lecz czysta kalkulacja wyborcza. Niby to nic nowego, ponieważ taka jest nasza polityka – pytanie, czy powinna taka być. Gdzież są ci dawni wielcy i charyzmatyczni przywódcy jak chociażby Józef Piłsudski w Polsce, czy niedawno zmarła Margaret Thatcher z Wielkiej Brytanii. Oboje mieli wady i popełniali spore błędy, ale koniec końców udało im się poprawić sytuację rodaków. Czy naprawdę niema nikogo, kto czyniłby dobrze dla polski nie patrząc na słupki?

Tacy ludzie istnieją, ale nie mogą się przedrzeć przez betonowe okowy polityków i wielkie interesy korporacji.

To się jednak wkrótce zmieni!

PSL wiecznie żywy

popPSL rządziło, rządzi i prawdopodobnie będzie rządziło w Polsce. W ostatnim sondażu CBOS-u PiS ma 26% poparcie, PO 23%, daleko za tą dwójką jest SLD z wynikiem 9%, a najmniejsze poparcie, które mieści się ponad progiem wyborczym posiada być może najważniejsza partia w sejmie, jaką jest PSL.

Polskie Stronnictwo Ludowe pomimo takiego niskiego wyniku jest w dogodnej sytuacji. Niezależnie od tego, kto wygra wybory najpewniej będzie w rządzie. Wszystko wskazuje na to, że tendencja spadkowa w Platformie będzie trwać – o ile PiS nie wyskoczy z jakimś fatalnym pomysłem, ponieważ nawet mówienie o zamachu w smoleńsku już nie tak bardzo „odstrasza” wyborców. Gdyby PiS wygrał wybory, to tym jednym jedynym kandydatem na koalicjanta jest PSL. Kłopotem dla Prawa i Sprawiedliwości byłoby niedostanie się Ludowców do sejmu – w takiej sytuacji mielibyśmy przyspieszone wybory.

Jeżeli jednak Platformie uda się wygrać wybory parlamentarne, to nie sądzę, żeby byli chętni do zmiany sojusznika. Zawsze w odwodzie pozostaje SLD, ale to byłaby bardzo trudna koalicja. Ruch Palikota prawdopodobnie nie wejdzie do sejmu po raz drugi, więc oni też odpadają. Także POPIS absolutnie nie wchodzi w grę, a przynajmniej przy obecnym kierownictwie partii, ponieważ być może, gdyby Tusk i Kaczyński jakimś cudem odeszli pojawiłaby się jakaś nowa szansa na porozumienie.

PSL byliby w dość dobrej sytuacji nawet gdyby SLD osiągnęło najwyższy wynik w wyborach. Obie partie pomimo różnic światopoglądowych wydają się na dość „przyjacielsko” nastawione do siebie. W przypadku wygranej Sojuszu w grę wchodziłaby jeszcze platforma, ale bardziej prawdopodobna wydaje się koalicja z PSL – z powodów wizerunkowych Lewica raczej nie byłaby chętna na wiązanie się z Platformą.

W obecnej sytuacji dla PLS-u są dwa zagrożenia, po pierwsze to dojście jakiejś partii do poziomu poparcia, które dawałoby możliwość samodzielnego rządzenia – w obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej, czyli „realnej” recesji i pogarszanie się nastrojów wyborców wydaje się, że PiS teoretycznie mógłby to osiągnąć. Drugim zaś problemem jest możliwość nie wejścia do sejmu. W ostatnich sondażach Stronnictwo Ludowe balansuje na granicy 5% i zawsze jest ryzyko, że przed wyborami nie uda im się na tyle zmobilizować swojego elektoratu, by poszli na wybory.

Na razie jednak Ludowcy są niczym Lenin – wiecznie żywi.

Co sądzicie?