Praca, praca, praca!!!

Praca jest podstawowym źródłem rozwoju gospodarki. Kraje, w których na pierwszym miejscu stawia się pracę są krajami w czołówce tabeli wzrostu gospodarczego. Jeżeli chcemy ruszyć Polską gospodarkę, to musimy ukierunkować naszą politykę socjalną przede wszystkim na pracę!

Zrezygnujmy z zasiłków i ze znacznej części innych „pasywnych subwencji” socjalnych na rzecz „dodatków aktywnych”. Te dodatki, to nic innego jak praca. System socjalny w wielu krajach (w tym w naszym kraju) jest chory. Najlepszym przykładem są zasiłki dla bezrobotnych, czyli kwintesencja pasywności społecznej.

Osobie, która straci pracę potrzebne jest wsparcie, ale co to za biznes, jeżeli płacimy komuś za nic nie robienie? Rządzący powinni traktować państwo, jak wielką firmę. Logiczną decyzją jest zrezygnowanie z takiego rozdawnictwa na rzecz wymiany – pieniądze za pracę. Skoro i tak dajemy bezrobotnym pieniądze, to niech zapracują na nie. Zasiłki nie powinny być nagrodami, a subwencjami zapewniającymi ciągłość finansową i motywującymi do pracy, a nie do nieróbstwa.

Nie potrzebujemy kolejnych zamiataczy ulic, a ludzi, którzy żadnej pracy się nie boją. Ludzi trzeba szybko przeszkolić do wykonywania konkretnych czynności i prac, które zostaną zaplanowane przez wykwalifikowanych managerów (o zarządzaniu państwem napiszę w innym artykule).

Po co mamy płacić ludziom bezrobotnym, czy ich rodzinom pieniądze, skoro można dać im pracę. Dzięki temu przysłużą się czymś nam wszystkim – zwiększając ogólną produktywność kraju. Oczywiście dostawaliby oni mniejszą stawkę za godzinę niż normalnie zatrudnieni pracownicy – bo inaczej to jak to będzie motywacja?

Nie wszyscy są w stanie pracować i tym ludziom powinniśmy pomagać na zasadach pasywnych, ale gdzie tylko jest to możliwe, czyli w około 80-85% przypadków powinniśmy stosować dodatki za aktywność. Przy rocznych wydatkach socjalnych rzędu 25mld, to przyniesie odzyskanie ok. 20mld zł wyrzuconych w błoto. Przy dobrym zarządzaniu nowymi zasobami pracy będziemy w stanie posunąć naszą gospodarkę naprzód.

Nagość w pokrzywach, czyli liberalizm i socjalizm

Liberalizm i socjalizm, to jak określanie świata i ludzi kolorem czarnym i białym. Liberalizm zakłada, że przynajmniej znakomita większość ludzi, o ile nie wszyscy, to samolubni indywidualiści. Socjalizm zaś mówi, że ludzie to altruiści. Podstawy tych dwóch „religii” ekonomicznych są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jak można budować dom, jeżeli nie wybrało się dobrego gruntu i nie zbudowało silnych fundamentów?

Jeżeli całkowicie oddamy się któremuś z tych nurtów, to w pewnym momencie zdamy sobie sprawę, że jesteśmy nadzy w pokrzywach. Świat nie jest czarno biały.

Dla przykładu liberalne teorie zakładają, że ludzie nie kradną i nie zabijają ze strachu przed prawem. Po części to z pewnością prawda, ale zastanówcie się ile razy mogliście coś ukraść. Pomyślcie np. o kradzieży w sklepie samoobsługowym – nie kradniecie ze względu na prawo, czy może dlatego, że to niemoralne i złe? Liberalni teoretycy nie biorą pod uwagę kodeksu moralnego, który jest podstawą naszej cywilizacji.

Z kolei socjalizm zakładają, że ludzie zrobią wszystko dla innych i ze dobro innych jest dla ludzi na pierwszym miejscu. To też nie jest prawda, ponieważ z reguły ludzie na pierwszym miejscu stawiają dobro ich samych oraz ich najbliższej rodziny.

Budując podstawy ekonomii musimy opierać się na prawdzie o ludziach, ponieważ to ludzie są najważniejszym elementem w tej układance. Musimy uwzględnić, że ludzie mają w sobie zarówno pierwiastek altruizmu, jak i samolubności.

Dlatego potrzebna nam jest zbalansowana trzecia droga. Stosunkowo niskie podatki połączone z wydajną administracją i systemem karnym – to jest możliwe, jeżeli trochę się nad tym popracuje. Musimy pamiętać, że aby mieć szanse na wprowadzenie dobrych zmian potrzebny jest nam rząd, który dba o dobro Polski, a nie kontrolowani przez innych marionetkowi politycy.

Zawodowi niszczyciele przedsiębiorstw

wall         Teoria liberalnego kapitalizmu zakłada, że właściciele przedsiębiorstw będą robić wszystko, by ich firmy się rozwijały. W końcu dzięki temu zarabiają, prawda? Niestety często więcej mogą zarobić na zniszczeniu swojej firmy. To dość ryzykowne posunięcie, ale niektórzy zarabiają na nim krocie. Giełdy papierów wartościowych znacząco ułatwiają takie procedery, ale i bez nich można tego dokonać. Wszystko opiera się o zasadę maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy, ta zasada jest „kredo” wielu managerów, którzy są za to wynagradzani.

Nieuczciwi biznesmeni najpierw kupują spółkę – z reguły są to spółki notowane na giełdzie. Nie ma znaczenia, czy prosperuje dobrze, czy źle (chociaż częściej kupowane są nie wyróżniające się niczym średniaki). Następnie obsadzają na jej czele zawodowego niszczyciela przedsiębiorstw, który ma za zadanie „wysuszyć” firmę z jej potencjału na poczet zysku akcjonariuszy.

Najlepszym sposobem na zmaksymalizowanie zysków firmy jest zredukowanie jej kosztów, więc robi się „restrukturyzację”, która polega zasadniczo na zwolnieniach i zahamowaniu nowych inwestycji. Co oczywiście w długiej perspektywie oznacza cofnięcie firmy w rozwoju, brak konkurencyjności, a w efekcie śmierć w bolesnych konwulsjach. Owa „restrukturyzacja” jest tylko pierwszym etapem działalności niszczyciela.

Kolejnym etapem jest masowy wykup akcji własnych, który ma za zadanie wywindować ich cenę. Taki ruch na umiarkowanym poziomie w stosunku do stanu firmy jest nieszkodliwy i tak było jeszcze w latach 70-tych, kiedy to w Stanach na ten cel przeznaczano mniej niż 5% zysków korporacji. To jednak zaczęło się dramatycznie zmieniać, w 2007 roku (przed wybuchem kryzysu) ten odsetek wynosił już 90% zysków, a w 2008 było to już niewyobrażalne 280%! To oznacza, że firmy brały pożyczki tylko po to, by wykupić własne akcje i zwiększyć własną wartość, chociaż realnie był to już ich upadek.

Najwięcej zyskują na tym udziałowcy oraz managerowie, którzy często też posiadają własne akcje. Gdy akcjonariusze widzą, że wysuszyli już w firmę do cna sprzedają udziały. Często sprzedają spółkę drożej niż kupili, ponieważ na zewnątrz nie widać jeszcze jej rozkładu. Nawet jeżeli sprzedadzą ją trochę taniej, to i tak wyjdą na tym „wysuszaniu” z milionowymi, jak nie miliardowymi zyskami.

Przykładem jest wielki potentat – General Motors, który upadając w 2009 roku, mieścił się w czołówce najbardziej zyskownych firm. Trochę ironicznie mówi się, że gdyby GM 20,5 miliarda dolarów przeznaczone na wykup akcji własnych w latach 1986-2002 włożyło po prostu do banku, to w 2009 roku znaleźli by 35 miliardów, które było potrzebne na uratowanie firmy przed bankructwem.

Pomimo tego, że swobodny przepływ kapitału zrealizowany poprzez giełdy przyczynił się do rozwoju gospodarek światowych, to teraz doprowadza do ich upadku. Nie można ślepo zakładać, że niestali akcjonariusze będą mieć na celu stałe dobro spółek.

Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny!

pdsŚwięto Wojska Polskiego – to najlepszy czas na to, żeby zastanowić się nad stanem naszej armii, nad naszymi możliwościami obronnymi i nad przyszłością Polski. Niestety nie jest tak pięknie, jak próbują nam to wmówić władze. Nasz kraj nie jest przygotowany do wojny, która niewątpliwie jest coraz bliżej.

Rządzący mówią, że nasza armia nie ma walczyć sama, lecz razem ze sprzymierzeńcami. Widzę analogię z sytuacją w 1939r, kiedy to naszym planem po zakończeniu bitwy granicznej miało być powolne wycofywanie się na linię obrony ustanowioną na Wiśle, Narwi i Sanie, a ostatecznie obronę na przedmościu rumuńskim. Zakładaliśmy jednak, że znaczne siły niemieckie miały zostać przerzucone na zachód z powodu silnego natarcia Francuzów i Brytyjczyków. Oprócz tego mieliśmy otrzymywać dostawy broni oraz sprzętu od aliantów poprzez może czarne, a następnie przez Rumunię. Niestety taka zdrada może się w najbliższym czasie powtórzyć.

Dam pewien przykład – przed wojną zamówiliśmy silniki American la France od naszych tak zwanych „przyjaciół” zza oceanu. Po przeprowadzeniu testów okazało się, że zamiast mocy 240 KM jaką deklarował producent miały jedynie 210KM. A co jest dzisiaj – Pendolino. Nie dość, że nie mamy pozwolenia na rozwinięcie pełnej prędkości przez te pociągi, to jeszcze miały min. skorodowane części podwozia, uszkodzone śruby, używane wcześniej koła i wiele, wiele więcej podobnych oszustw. Byliśmy, jesteśmy i ciągle będziemy oszukiwani przez tych naszych „przyjaciół”.

Musimy przygotować się na to, że nikt nam nie pomoże, jak? Przygotować się na wojnę asymetryczną! Po przejęciu naszego kraju przez agresora; co skądinąd jest niemal pewne; musimy sprawić, że utrzymywanie naszego terenu będzie nieopłacalne ekonomicznie, militarnie i politycznie.

 To w istocie oznacza konieczność podjęcia szeroko pojętych działań „społeczno-politycznych” skierowanych w naszego przeciwnika, utworzenie silnego ruchu oporu oraz rozpoczęcie działań partyzanckich na szeroką skalę.

Aby się do tego przygotować musimy wprowadzić nowy model polityki obronnej, co oznacza:

  1. Stosowne złagodzenie restrykcji w prawie do posiadania broni palnej.
  2. Obowiązkowe okresowe szkolenie bojowe obywateli naszego kraju.
  3. Zwiększenie oraz decentralizacja państwowych zasobów broni i amunicji.

Gwoli wyjaśnienia, po pierwsze uważam, że złagodzenie restrykcji może dotyczyć jedynie pistoletów samopowtarzalnych, a w myśl patriotyzmu gospodarczego tylko pistoletów od polskich producentów, jak np. WIST, czy najnowszy PR-15. Dzięki temu Polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe dostaną poważny zastrzyk pieniędzy, który będą mogły wykorzystać min. na projektowanie lepszej broni, co z czasem przełoży się na jej popularność w świecie i dodatkowo zwiększy zyski.

Po drugie uważam, że w wieku 18 lat każdy zdolny do walki obywatel, czyli zarówno kobiety jak i mężczyźni powinni przejść praktyczne szkolenie w posługiwaniu się bronią oraz innych działań bojowych. Obywatele zostaliby przydzieleni do różnych „klas” i ćwiczyliby wedle przydziału działania bojowe z wykorzystaniem broni, zarówno strzeleckiej, artyleryjskiej (np. moździerz), jak i rakietowej (np. zestawy ppanc.). Trzeba zaznaczyć, że szkolenie to nie pobór do wojska! Oprócz tego, raz na jakiś czas (1/2 roku lub 1 rok) powinny odbywać się obowiązkowe, krótkie szkolenia „przypominające”.

Po trzecie uważam, że broń powinna być rozlokowana na poziomach gminnych, powiatowych oraz wojewódzkich. Im niższy poziom, tym „mniej-kalibrowa” broń i amunicja powinna być na stanie. Ta broń (włącznie z uzbrojeniem obronnym) w razie konfliktu zostałaby rozdana społeczeństwu wedle odpowiedniego planu oraz wcześniej ustalonych „klas”.

Oprócz tego powinniśmy wesprzeć i zwiększyć rolę organizacji strzeleckich, jak np. Polskie Drużyny Strzeleckie. Strzelcy powinni wieść wiodącą rolę w systemie Obrony Terytorialnej i należą się im przywileje jak np. używanie broni maszynowej – oczywiście pod odpowiednią kontrolą.

Dopiero po wprowadzeniu tego nowego modelu polityki obronnej będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy gotowi na obronę naszego kraju przed zewnętrzną agresją.

(Re)Aktywacja

Cześć, dawno nie pisałem nic na moim blogu, a to dlatego, że byłem (i jestem) strasznie zajęty „polityką” Zostałem przewodniczącym świętokrzyskiego Porozumienia Organizacji Patriotycznych i Solidarnościowych, a także szefem sztabu wyborczego generała Jana Grudniewskiego – szefa Polskiego Ruchu Uwłaszczeniowego.

W czasie mojej blogowej absencji dowiedziałem się wielu nowych rzeczy, a także w pełni zrozumiałem te starsze🙂 Liczę, że z chęcią będziecie czytali moje kolejne wpisy, a już mówię, że będzie to nowa jakość.🙂

Rewelacje Putina

Władimir Putin na wielogodzinnej konferencji przekazał wiele ciekawych informacji. Pojawiło się również wiele ważnych osób, nawet Edward Snowden przekazał swoje pytanie do Władimira Putina. Pytał o masowe śledzenie i nagrywanie zwykłych obywateli Rosji przez ich władze. Oczywiście Putin zaprzeczył, jakoby coś takiego miało miejsce.

Po raz pierwszy Car Rosji przyznał, że słynne już „zielone ludziki”, to nie są jacyś kosmici, tylko Rosyjscy żołnierze, który jego zdaniem mieli wspierać tzw. siły samoobrony i dopilnować spokojnego przeprowadzenia referendum. Stwierdził, że drugim powodem wejścia wojsk Rosyjskich na Krym jest „rozrastające się NATO”. Sądzi, że państwa NATO chcą odsunąć Rosję od morza czarnego włączając w swoje szeregi Ukrainę i Gruzję.

Nie obyło również się bez omówienia kwestii sprzedaży gazu. Putin zapowiedział, że jeszcze miesiąc pozwoli na zadłużanie się Ukrainy, a potem – jeżeli nie otrzymają pieniędzy odetną gaz. Zauważmy, że to będzie tuż przed wyborami na Ukrainie. Putin przestrzegł również swoich „zachodnich partnerów”, że tranzyt przez Ukrainę jest ryzykowny.

Stałym elementem w retoryce Putina jest oskarżanie rządu w Kijowie o całe zło na Ukrainie – powiedział że to są faszyści, a może nawet naziści oraz mają prowadzić naród Ukraiński ku przepaści. Władca Rosji był również zapytany o sytuację Naddniestrza, które może być jego kolejnym celem. Odpowiedź nie była jednoznaczna, więc Mołdawia może się obawiać jakiejś rosyjskiej reakcji.

Wybory do Europarlamentu

Zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, dlatego warto przypomnieć to i owo, najpierw jednak chciałbym powiedzieć o narastającym problemie w UE. Otóż ten problem to malejąca frekwencja w całej Unii – od 1979 roku, do ostatnich wyborów w 2009 spadła z paziom prawie 62% do zaledwie 43%. Po części to jest spowodowane przyjęciem wielu nowych państw w szeregi UE, ale nie tylko. W takich państwach jak Francja, Czy Włochy frekwencja maleje co każde pięć lat.

Co ciekawe nawet u nas prawdopodobnie frekwencja w tym roku będzie najniższa w historii. Pomimo i tak już niskiej frekwencji – 20% (2004) i 24% (2009) wg. badań CBOS w tym roku chętnych do pójścia na wybory jest mniej o ok. 2% niż przy pierwszych wyborach do PE. Ten wynik jest również oceną działań Unii przez obywateli poszczególnych państw – w Wielkiej Brytanii w poprzednich wyborach zagłosowało 37%, a 2 99r. zaledwie 24%.
Chciałem dziś również odpowiedzieć na kilka pytań, pierwszym jest:

3a

Być może niska frekwencja spowodowana jest tym, że „za dużo wiemy” o politykach. Mam na myśli to, że otrzymują oni ogromne wynagrodzenie przy małej ilości pracy jaką wkładają. Posłowie do Europarlamentu zarabiają ok 26 000 zł na rękę. Trzeba jeszcze dodać zwrot kosztów za prowadzenie biura – ok. 16 000zł, zwrot za podróże do innych krajów to kolejne 16 000zł. Posłowie dostają też pieniądze za uczestnictwo w posiedzeniach i zwrot kosztów zakwaterowania. Nie słyszymy jednak wiele o pracy Europosłów, a częściej o brawurowej jeździe, czy różnych aferach.

3c

Co zatem jest ważne przy wyborze przyszłych posłów do Parlamentu Europejskiego? Hmm… Z pewnością nie powinniśmy patrzeć na partie, z której kandydat startuje, ponieważ one często biorą w swoje szeregi celebrytów, którzy nie mogą wiedzieć co i jak powinny robić jako Europosłowie. Na przykład Tomasz Adamek – cenię go jako bardzo dobrego boksera, ale nie mogę sobie go wyobrazić w roli posła. Z całym szacunkiem dla Pana Adamka – po co się tam pchać? Ja z pewnością nie zagłosowałbym na niego. Innym przykładem jest pan „utopimy księdza”, który skutecznie przyciągnął do siebie uwagę, ale czy to znaczy, że mam na niego głosować – z pewnością nie.

3b

Czego więc powinniśmy oczekiwać od przyszłych europosłów? Z pewnością – powagi i tego, że nie będą nadużywać swojej władzy i możliwości. Parlament Europejski to nie mogą być 5-cio letnie opłacane wakacje. Posłowie powinni być obecni na posiedzeniach i często się udzielać – z tym jednak jest znaczny problem. Bardzo przydatna jest również bardzo dobra znajomość angielskiego i tutaj też są duże braki.